Praca tworzy dobrobyt czyli obalać szkodliwe mity emerytalne!

W poniedziałek 20 lutego Towarzystwo Ekonomistów Polskich wraz z SGH zorganizowało panel dyskusyjny pod tytułem „Dlaczego trzeba podnosić wiek emerytalny?”. Paneliści w osobach Agnieszki Chłoń-Domińczak, Marka Góry i Macieja Bukowskiego odpowiadali na siedem pytań postawionych przez moderatora, Ryszarda Petru, przewodniczącego TEP.

Brzmiały one następująco:

  1. Czy po reformie będzie praca dla 50-latka?
  2. Czy wiek 67 będzie na siły i możliwości kobiet?
  3. Czy wyższy wiek emerytalny zabierze miejsca młodym?
  4. Czy dać wybór wieku przechodzenia na emeryturę?
  5. Czy nie lepiej, aby 65-letniaq kobieta zajmowała się wnukami?
  6. Jakie działania osłonowe są potrzebne dla złagodzenia społecznych efektów podwyższenia wieku emerytalnego?
  7. Czy można liczyć na państwo?

Podsumowanie wystąpień zawarte jest w wyjątkowo rzetelnym tekście, który napisała Pani Dorota Goliszewska dziennikarka wnp.pl i z miesięcznika Nowy Przemysł. Podaję link do tego tekstu i namawiam do jego lektury ludzi zdezorientowanych opowieściami populistów i domorosłych znachorów ekonomii, których ostatnio dostrzegam coraz więcej.

http://www.wnp.pl/wiadomosci/162941.html

Pozwolę sobie na przytoczenie kilku prawd, których większość uczestników debaty nie jest świadoma. Wypowiadali je paneliści, czyli Agnieszka Chłoń-Domińczak, Marek Góra i Maciej Bukowski

  • System emerytalny jest dobrem społecznym
  • Dobrobyt bierze się z pracy, nie z siedzenia w domu przez osoby, które mogłyby pracować. Tymczasem w Polsce czas poświęcony na pracę jest jednym z najkrótszych ze wszystkich krajów o podobnym i wyższym poziomie rozwoju gospodarczego
  • System emerytalny jest zabytkiem XIX wieku, kiedy ludzie żyli znacznie krócej niż obecnie a kobiety na ogół nie pracowały
  • Obecnie mamy odwrócone drzewko demograficzne w porównaniu z przeszłością
  • Praca tworzy dobrobyt, a transfery są złem konicznym
  • Emerytura nie jest zapłatą za trudy życia, tylko zabezpieczeniem na starość
  • Późniejszy wiek przechodzenia na emeryturę na zabiera miejsc pracy młodym
  • Bezrobocie jest jednym ze skutków wcześniejszego przechodzenia na emeryturę
  • Więcej dzieci rodzi się tam, gdzie więcej kobiet pracuje

Prawdy o charakterze prawidłowości zostały zilustrowane wykresami przedstawionymi przez Instytut Badań Strukturalnych

 

PS. Przed chwilą przeczytałem kolejny tekst Piotra Lonczaka, dziennikarza bankiera.pl. Jestem pod wrażeniem. Gratuluję młodemu człowiekowi tylu odkrywczych i przemyślanych  konkluzji. Na kolejną polemikę nie dam się jednak namówić.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Podniesienie-wieku-emerytalnego-to-zadna-reforma-2490564.html

 

Podziel się!
33 odpowiedzi do “Praca tworzy dobrobyt czyli obalać szkodliwe mity emerytalne!”
    -1
  1. 1
    Krokodyl pisze:

    Szanowny Panie Bohdanie,

    Przepraszam za brak znakow polskich – powtorze kilka kwestii, ktore umarly wraz z poprzednim wpisem… sa jak najbardziej na temat.

    Poniewaz pisze Pan miedzy innymi o podniesieniu wieku emerytalnego interesuje mnie statystyka dla ludzi starszych w wieku tuz przed-emerytalnym.

    W Polsce liczby, ktore znalazlem wygladaja tak:
    Wskaźnik aktywności zawodowej osób w wieku 55-64 wynosi zaledwie 32,4%
    w takiej Szwecji 73,1%

    Ja bym sie PRZEDE WSZYSTKIM gleboko zastanowil jakie sa przyczyny tej kolosalnej roznicy, ktora wydaje sie NIE miec zwiazku z wysokoscia wieku emerytalnego… ale wieloma innymi sprawami, ktorych jakos wolimy sie nie tykac (rzad).

    Wiek emerytalny w Szwecji wynosi chyba 65 lat a mozna na emeryture przejsc w wieku 61 . Mozna pracowac do 67 lat jak sie ma ochote i sily a powyzej 67 trzeba uzyskac zgode pracodawcy. Obecna dyskusja aby moc pracowac dluzej dotyczy mozliwosci (a nie obowiazku).
    Premier Szwecji nadmienil ze dobrze byloby podniesc ten wiek do 75.
    Roznica zasadnicza jest WYBOR.

    Uwazam , ze fundamentalny problem polega na kontynuowaniu system wymyslonego grubo ponad setke lat temu przez Bismarcka w kompletnie innej rzeczywistosci – nie ma potrzeby by kogos “zmuszac” by pracowal dluzej niz wynika to z jego osobistych wyborow i potrzeb.

    To jest lekcja wolnego rynku, ktorej powinnismy sie nauczyc jezeli chodzi rowniez o “dobra emerytalne”,

    Obecny system jest absolutnie nieefektywny – przezarty biurokracja i etatystyczna fikcja.
    Dzis podniesiemy do 67 (dlaczego nie 69 byloby zabawniej) za 10 lat moze byc 70… bo wiek NIE JEST rozwiazaniem.

    Jezeli ktos chce to bedzie pracowal i do 90-tki.
    Jezeli komus sie nie chce i woli spac pod chmurka – moze w ogole nie pracowac.

    Zmiany „obowiazkowego” wieku to sztuczny makijaz pomijajacy fundamentalny blad – ubezwlasnowolnienie ludzi i przez to powstawanie postaw zyczeniowych.
    To kwadratura kola – jestesmy malo wydajni bo jako spoleczenstwo oczekujemy, ze „ktos da nam emeryture” i „ktos nam umyje klatke schodowa”…

    Tylko wybor moze te sytuacje na dluzsza mete uzdrowic i warto juz TERAZ o tym mowic by mozna bylo to wprowadzic za 20 lat – mowienie jedynie o podnoszeniu wieku wskazuje na to, ze dalej chcemy brnac w slepa uliczke pudrujac i podpierajac walacy sie gmach – gdy rozsadniej byloby zaplanowac nowy a stary poddac stopniowej rozbiorce.

    Wentyl bezpieczenstwa konieczny z powodow ogolno-spolecznych powinna gwarantowac emerytura obywatelska – minimum zapewniajacy mozliwosc w miare godnego przezycia.
    Takie spoleczne, cywilizowane ubezpieczenie.

    Reszta powinna zalezec od nas samych i naszej zapobiegliwosci – NIKT nie powinien zdejmowac z ludzi tego ciezaru bo tworzy to niezdrowa postawe zyczeniowa- takie lewackie nienaturalne zlogi.

    Nam sa potrzebne nie zmiany kosmetyczne ale rewolucja w mysleniu – MOZNA TO ZROBIC! i zaplanowac okres przejsiowy na dziesieciolecia.
    System ten istnieje np. w mojej drugiej ojczyznie Australii i tez „nie od razu Krakow zbudowano” …

    Zmiana proponowana przez rzad jest na tyle kulawa i szczatkowa, ze podniesienie wieku w obecnej formie jest bledem POLITYCZNYM – taka zmiane nalezaloby opakowac w sposob kompleksowy i spojny by mozna bylo te propozycje „sprzedac”.

    Problem nie lezy w podnoszeniu wieku – tak jak remont kapitalny nie polega na kupnie nowych dekli do starego grata.

    Jezeli pod naciskiem najrozniejszych sil projekt ten polegnie to jest to katastrofalny blad polityczny PO – nie wprowadza sie w zycie „reform” w sposob tak nieudolny – by byc moze ogolnie sluszna prozycje (ja akurat tak nie uwazam) zaprzepascic na wiele lat.

    Ciekawi mnie rowniez podany przez Pana wskaznic aktywnosci zawodowej, ktory podaje Pan wynosil okolo 59% w roku 2010.

    Ja znalazlem w oficjalnej publikacji GUS-u wspolczynnik (nie wskaznik – czyzby to cos innego? uczciwie musze stwierdzic, ze nie mam pojecia – bo „wskaznika”, o ktorym Pan pisze nigdzie nie znalazlem) na poziomie 56% w roku 2011 – skad ta roznica? To pol
    miliona ludzi ubylo w rok?

  2. 0
  3. 2
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Szanowny Panie Krokodylu,
    Proszę wybaczyć, ale mam zbyt mało czasu, by wyczerpująco Panu odpowiedzieć – ciągle pracuję nad wystąpieniem i artykułem na międzynarodową konferencję.
    Informację wziąłem z Eurostatu

    http://epp.eurostat.ec.europa.eu/tgm/table.do?tab=table&language=en&pcode=tsiem010&tableSelection=1&footnotes=yes&labeling=labels&plugin=1

    Pzdr. BW

  4. 1
  5. 3
    Krokodyl pisze:

    Panie Bohdanie,

    Na temat szkodliwych mitow reformy emerytalnej celnie wypowiedzial sie
    Stanislaw Tym:
    „…ja powiem krótko – w 2040 r. nie będzie parkingowych, zamiataczy ulic, kontrolerów biletów, sortowaczy śmieci, a nawet sprzedawców i kasjerów w supermarketach. Wszystko będą wykonywały roboty i inne elektroniczne urządzenia na bazie grafenu. To będzie zupełnie inny świat i inna praca. Ludziom będzie potrzebne dużo lepsze wykształcenie, a przypuszczam, że w pracy najwyżej ceniona będzie wyobraźnia i zaskakujące pomysły. Cały wysiłek człowieka zostanie zupełnie inaczej ukierunkowany.

    Zgadzam więc się z ministrem Rostowskim, że zupełnie inaczej będzie wtedy wyglądał rynek pracy, ale zupełnie się z nim nie zgadzam, gdy wyjaśnia, jak będzie wyglądał. Rostowski uspokaja, że pracodawcy będą musieli zatrudniać nas do 67 roku życia, ponieważ o 2 mln zmniejszy się liczba zdolnych do pracy, więc roboty do wzięcia będzie huk. Przypomnę ministrowi finansów, że ok. 2 mln ludzi stawiało piramidę Cheopsa przez 20 lat, dziś cztery mechaniczne dźwigi, obsługiwane przez 30 osób, zbudowałyby ją w kilka miesięcy.

    Nie mówmy więc w kółko o 67 latach, ale także o całym świecie dookoła – profilaktyce zdrowotnej, sanatoriach, dobrym wypoczynku – żebyśmy, brutalnie mówiąc, mieli siłę dłużej pracować. Inaczej za 30 lat wicepremier Pawlak pokaże się w każdym domu w 3D i powie: „A nie mówiłem?”.

    Moze warto by bylo Towarzystwu Ekonomistow zaprosic czasem satyryka …dla zdrowego dystansu do statystyk i uczonych analiz.

  6. 2
  7. 4
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Panie Krokodylu, spokojna głowa, na konferencjach Towarzystwa bywa Jacek Fedorowicz

  8. 3
  9. 5
    Krokodyl pisze:

    Panie Bohdanie,

    Boje sie, ze mamy podobne zdanie o „reformach” Tuska tyle, ze – Ja…
    moge to glosno powiedziec.

  10. 4
  11. 6
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Nie można uogólniać – pewne reformy są w porządku, inne nie są. Nie mam oporów przed krytyką rządu, jeżeli jestem przekonany do swoich racji.

  12. 5
  13. 7
    Krokodyl pisze:

    Co do wizyt Fedorowicza – to bez urazy – czy przychodzi sie posmiac czy szukac inspiracji…?

    Pisze Pan Panie Bohdanie:

    „…pewne reformy są w porządku, inne nie są…”

    Ja mam podstawowy problem z definicja reformy.

    Dla mnie to co opisywane jest np. jako „radykalna reforma” emerytalna jest podniesieniem wieku emerytalnego – i jakos slowo reforma mi tu srednio pasuje.
    Czy z 65-ciu lat na 67 to radykalna reforma a gdyby bylo do 69 to pewnie bylaby to rewolucyjna „reforma”…

    Podniesienie o 2% podatku (przepraszam…”skladki”) emerytalnej tez nie jest reforma, reforma nie jest podniesienie podatku od wydobycia kopalin ani nowe zasady refundacji lekow.

    Reforma nie jest (bo nie jest) wprowadzenie 6-sciolatkow do szkol.itd

    Co tam jeszcze mamy za „reformy”…podwyzka dla policji…tez chyba nie.

    O mam – emerytury pomostowe i co jeszcze ?
    No wlasnie co jeszcze za reformy – cos tam powinno byc przez te 5 lat.?

  14. 6
  15. 8
    Krokodyl pisze:

    Generalnie wedlug mnie najwieksza slaboscia tzw. reform jest to, ze wprowadza sie je np. w sprawach ekonomicznych na podstawie ekspertyz jedynie (tak mysle) – ekonomistow i finansistow.

    A powinni byc tez socjologowie, psychologowie, lekarze, filozofowie, atropolodzy,kulturoznawcy itd.

    Kazde „majstrowanie” przy gospodarce to majstrowanie przy wieloplaszczyznowych relacjach spolecznych rowniez w wymiarze poza ekonomicznym.

    W rezultacie mamy same nieprzewidywalne efekty…

    Przypomina mi sie sytuacja z przed 30 lat gdy pierwszy raz odwiedzilem Syrie – nie moglem sie nadziwic, ze wszystkie budynki w Damaszku byly niedokonczone – zawsze sterczaly jakies druty zbrojeniowe i slupy, zawsze brakowalo pietra – wygladalo to okropnie i surrealistycznie.

    To tak jak z tymi „reformami” – przepisy przewidywaly, ze podatek od nieruchomosci placi sie od ukonczonego obiektu…

    Obawiam sie, ze „reformy” Tuska sa klasycznym przykladem dzialania bez spojnego skonsolidowanego planu i maja charakter gaszenia pozarow i dojutrkowania.

    Zamiast „jak zyc” (pytal premiera paprykarz) zapytalbym dokad wlasciwie my zdazamy i jakie panstwo chcemy budowac – chociaz tak w zarysie zebym mogl otrzec pot z czola – widzac zamglony ale jednak cel.

    Czy te dziesiatki ekspertow i think-tankow nie moze rzygotowac plany spojnych reform na 10 lat.
    Zrobmiy to w tym a tym roku, pozniej to zeby tamto, bo cel jest taki.

    Placzemy, ze Polacy za malo pracuja i ZA KROTKO ale odwrortnie do przyjetej dopiero co Strategii Lizbonskiej obcinamy o polowe fundusze na aktywizacje zawodowa… cos tu nie gra.

    Jedynie:
    tu podeprzemy, tu zachlapiemy farba tam zaklajstrujemy a tu wymienimy zaslonki…

  16. 7
  17. 9
    Mariusz pisze:

    Witam Panie Bohdanie

    Wysokie koszty utrzymania życia powodują, że praca w Polsce jest nieopłacalna w tworzeniu dobrobytu.

    Ekonomia dobrobytu doprowadziła przez szereg lat do tego, ze 17% ludności żyje w ubóstwie, 23% dzieci do 17 roku życia jest głodnych i żyje w ubóstwie. Gdzie są ci rodzice, co głodzą swe dzieci? W pracy?

    Gdzie jest ta godna praca, która jest gwarantowana przez Konstytucję RP? W takich warunkach prowadzenia polityki gospodarczej, jaka panuje w Polsce od kilkunastu lat, która nie gwarantuje dobrobytu, poddaje w wątpliwość cel pracy?

    Bo jeśli praca ma ubogacać wewnętrznie to pełna zgoda, ale jeśli praca ma być tylko wyzyskiem człowieka to mam mieszane uczucia, co do tytułu Pana wpisu.

    pozdrawiam

    Mariusz Chodzicki

  18. 8
  19. 10
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Panie Mariuszu,

    Co zdaniem Pana tworzy dobrobyt, jeżeli nie praca? Jako mój były student powinien Pan wiedzieć, że miary ubóstwa są miarami względnymi. Gdyby dzisiejsze miary ubóstwa przyłożyć do społeczeństwa polskiego sprzed 22 to przypuszczam, że od 60 do 80 procent ludności żyłoby poniżej progu ubóstwa.

  20. 9
  21. 11

    W obecnym kryzysie zadłużeniowym z czynników produkcji praca ludzka najprawdopodobniej ma najmniejsze znaczenie w kwestii tworzenia dobrobytu (PKB). A dlatego, że koszty utrzymania życia i pracy są coraz wyższe. Wszelkie opłaty za mieszkanie, żywność, ubiór, wykształcenie itd. są realnie coraz wyższe w stosunku do wynagrodzeń. Pracodawcom też nie jest lekko. Ja to widzę po wydatkach i kosztach swoich znajomych w stosunku do ich przychodów i biorę pod uwagę tylko i wyłącznie najbardziej podstawowe koszty. Stąd moim zdaniem pochodzi pogłębiające się ubóstwo narodu.

    To prawda, że ubóstwo jest względne w czasie i różne w innych fazach rozwoju gospodarczego, ale patrząc na to, co się obecnie dzieje to względność miary ubóstwa zaczyna kierować się ku prawdziwej katastrofie. Jeżeli dziś piszą w mediach, że tylko 2% populacji będzie miało za co żyć na starość, bo przezornie oszczędzają w IKE i innych formach to ja kapituluję i życzę wszystkim, aby poszli po rozum do głowy za nim pójdą do pracy.

    Z pozostałych czynników produkcji tylko kapitał pieniężny ma dominujące znaczenie w gospodarce światowej w tworzeniu dobrobytu, ale tylko dla tych, co ten kapitał posiadają, a nie dla tych, co mają np., mieszkania i nowe samochody w kredycie na 30 lat.

    Dlaczego, akurat w tej kolejności czynniki produkcji determinują dobrobyt? Moim zdaniem jest to związane z cyklicznością w wielkości zasobów. W historii wojny światowe powodowały zniszczenie środków pracy. Powodowało to mobilizację czynnika ludzkiego do wytężonej pracy w celu odbudowania zniszczeń. W tamtym okresie rzeczywiście praca była nośnikiem dobrobytu. Odbudowa Warszawy jest takim wyrazistym przykładem. Cała Polska odbudowywała stolicę. Zwiększała się baza wytwórcza, park maszynowy itd. Od 1970r. mamy do czynienia z nawałnicą psującego się pieniądza w krajach zachodnich. Pieniądz w postaci kredytów tworzy „urojoną” wartość dobrobytu, która musi być spłacona w przyszłości przez kredytobiorców.

    Wszyscy są szczęśliwi, że konsumpcja wzrosła, że inwestycje i produkcja w przemyśle wzrosła, ale zapytam przewrotnie, jakim kosztem od kapitału zwanego kredytem? Wystarczy uprościć założenie, że prawdziwa wartość dobrobytu to ta wartość, która nie opiera się na kredycie po stronie konsumpcji i po stronie wytwórców. To, co nas ludzi wpędzi w straszną biedę to % od kapitału, który zaciągaliśmy bez umiaru przez długi okres czasu.

    Pozdrawiam

    Mariusz

  22. 10
  23. 12
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Odnoszę wrażenie, że żyjemy w różnych krajach.

  24. 11
  25. 13

    Panie Bohdanie dobrze, że żyjemy w różnych krajach, bo ja mam obywatelstwo polskie.

    Praca tworzy dobrobyt tylko tym, którym dobrze się powodzi w życiu. Statystyki ponoć nie kłamią, tym bardziej z Eurostatu i dotyczy to biedy w Polsce.

    http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/186633,Eurostat-17-procent-Polakow-zyje-na-granicy-ubostwa

    PKB (dobrobyt) wzrasta, jak spada stopa % kredytów. PKB wzrasta, jak cały naród się bogaci, a nie tylko wąska elita posiadająca kapitał pieniężny. Cóż z tego, że krezusi będą mieli pieniądz, fabryki, ziemie, jak nie będzie siły najemnej zdolnej do podjęcia pracy, choćby ze względu na kwalifikacje, czy też motywacje wśród młodego pokolenia, które jest coraz bardziej wybredne i potrafi się postawić władzy.

    Dobrobyt to nie tylko PKB, ale i to, co jest ważne dla społeczeństwa i jego osobistej satysfakcji. Sprzedając swoje umiejętności swojemu pracodawcy dostajemy za to pieniądze o coraz mniejszej sile nabywczej. Jeśli ludność będzie dążyć do zwiększającego się ubóstwa to będziemy mieć rewolucję być może na miarę Rewolucji Francuskiej. To, co teraz jest odczuwalne w Polsce to delikatny powiew feudalizmu i wyzysku ludności pracującej. Ludzie nie lubią, jak robi się ich w „konia”. Ludzie są coraz bardziej świadomi tego, że żyją nie tylko z pracy własnych rąk, ale i dla własnego subiektywnie pojętego dobrobytu, który jest powolutku i systematycznie odbierany przez państwo.

  26. 12
  27. 14
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Panie Mariuszu, jeżeli nie wierzy Pan statystykom a świat postrzega Pan przez rozmowy ze znajomymi, to nic na to nie poradzę. Nie mam mowy o spadku dochodów realnych, sfera ubóstwa zawężą się. Panu to nie pasuje, nic na to nie poradzę.

  28. 13
  29. 15

    Panie Bohdanie, jeśli statystycy z Eurostatu mówią prawdę to dlaczego mamy problemy z ekonomią dobrobytu? Postrzeganie ludzi na obecną sytuację w ich portfelach przekłada się na ich emocje wobec polityków i jeśli trend taki się będzie dalej utrzymywać to ludzie wyjdą na ulicę. Albo Eurostat kłamie, albo istnieje celowa dezinformacja w Polsce, aby ludzi mamić „zieloną wyspą”. Dobrze, że Pan premier Pawlak działa wg zasady: co w sercu to na języku.

  30. 14
  31. 16

    Panie Bohdanie, jeśli statystycy z Eurostatu mówią prawdę to dlaczego mamy problemy z ekonomią dobrobytu? Postrzeganie ludzi z punktu widzenia obecnej sytuacji w ich osobistych portfelach, przekłada się na emocje wobec polityków i jeśli trend taki się będzie dalej utrzymywać to ludzie wyjdą na ulicę. Albo Eurostat kłamie, albo istnieje celowa dezinformacja w Polsce, aby ludzi mamić „zieloną wyspą”. Dobrze, że Pan premier Pawlak działa wg zasady: co w sercu to na języku.

  32. 15
  33. 17
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Eurostat podaje to, co mu GUS przekaże. Ja nie kwestionuję danych Eurostatu, tylko Pańską interpretację tych danych. Zapraszam Pana do dowolnego centrum handlowego w niedzielny wieczór, żeby obejrzał Pan sobie tę piszczącą biedę. Zapraszam na odbycie przejażdżki pustawym tramwajem w piątkowe popołudnie, by obejrzeć korki składające się się z biedaków w swoich 30-letnich syrenkach. Zapraszam do Rzymu, gdzie zobaczy Pan setki autokarów z biednego kraju, same Auto-Sany sprzed 40 lat. Zapraszam do Suwałk, Grodziska Mazowieckiego, gdzie obejrzy Pan schludnie utrzymane miasta.
    Chciałbym na tym zakończyć tę jałową dyskusję.

  34. 16
  35. 18
    Mariusz pisze:

    Panie Bohdanie. Mówią, ze z faktami, a tym bardziej z liczbami się nie dyskutuje. One po prostu są. Nie mnie jest interpretować te dane od tego są podmioty, które wypuszczają do mediów te liczby z interpretacją. Ja mam własne zdanie na ten temat i jest ono tożsame z tym na co powołują się różne agendy.

    Przytoczone miejsca i miejscowości nie odzwierciedlają prawdziwego obrazu polskiej rzeczywistości, problemów biedy, czy ubóstwa, szczególnie wśród najmłodszych. W Korei Północnej też nie ma biedy, jest ład i porządek. Tylko, czy na tym ma polegać propaganda polskiego dobrobytu? Raczej nie. Oczywiście jałowa dyskusja na temat dobrobytu w Polsce.

    Panie Bohdanie jest takie przysłowie: „syty głodnego nigdy nie zrozumie”. UNICEF wydał raport na temat dobrobytu wśród najmłodszych. Zapytam więc powtórnie, ale nie musi Pan już odpowiadać, Gdzie są ci rodzice, co głodzą swe dzieci? W pracy?

    http://biznes.interia.pl/news/unicef-bieda-w-polsce-duzym-problemem,1566703
    http://www.academia.pan.pl/pdf/ciemnosc_tarkowska.pdf

    Można by wiele dokumentów przytaczać na ten temat , ale te są jak najbardziej reprezentacyjne.

    pozdrawiam

    Pana były student

    Mariusz Chodzicki

  36. 17
  37. 19
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Skoro Pan pyta, to odpowiem. widziałem ubóstwo w Afryce, w Ameryce Południowej, Północnej i w Azji i wiem czym jest życie na poziomie poniżej dolara dziennie.
    Gdzie są rodzie tych dzieci? Jedni są w beznadziejnej sytuacji, czasami ze swojej winy, czasami z winy innych i szukają pracy, inni siedzą w więzieniu, jeszcze inni leżą nieprzytomni po libacji. Jest w tym i zasługa tzw. „bełcikowego”, czyli zachodzenia kobiet w ciążę dla uzyskania zapomogi. To jest przykład tego, że nie należy indywidualnych przypadków uogólniać na całą zbiorowość.

  38. 18
  39. 20
    Mariusz pisze:

    Uważam, że pogromu w zakresie rynku pracy i obniżenia standardów życia na wsi dokonała ustawa z dnia 19 października 1991 r. o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. Dz.U. 1991 Nr 107 poz. 464, która położyła kres działalności PGR`ów. Ustawę podpisał Lech Wałęsa za rządów Jana Krzysztofa Bieleckiego. Likwidacja PGR nastąpiła na koniec 1993r., a wtedy Premierem był Waldemar Pawlak. Komentarz do tych faktów jest zbędny.

    Wszystkie te „bełcikowe” anomalie społeczne to sposób na życie, na przetrwanie. Nic nie dzieje się przypadkiem Panie Bohdanie. Patologie mają miejsce tam, gdzie nie ma dobrego gospodarza.

    Rodzice to również zbiorowość, a polska wieś jest jak najbardziej zbiorowością rodziców, którą układ polityczny rozmontował i doprowadził do ludzkiej wegetacji. Wieś była i jest biedna. Nawet dotacje z UE nie wyeliminują tak szybko tego stanu „dobrobytu”.

    Tam, gdzie cyt.”Więcej dzieci rodzi się tam, gdzie więcej kobiet pracuje”. Podejrzewam, że statystyka swoje, a życie swoje reguły określa. Obszary miejskie są raczej mniej podatne na bezrobocie, niż obszary wiejskie w szczególności na ścianie wschodniej. Ale to tylko moje zdanie na ten temat. Statystyka może inaczej interpretować liczby.

    Jak zwał tak zwał, żyjemy w państwie, w którym politycy najpierw niszczą naród, a później ratują naród kosztem narodu.

    Sądzić można, że w klasycznym podejściu ekonomicznym to praca tworzy dobrobyt. Ja jednak uważam, że to brak pieniędzy tworzy biedę. Pieniądz włożony w regiony, gdzie mamy do czynienia z biedą i ubóstwem, ale w sposób bardzo przemyślany tworzy miejsca pracy, a dopiero praca może tworzyć dobrobyt.

    Proszę zauważyć, że z fizycznego punktu widzenia praca to iloczyn siły i przemieszczenia. Jak człowiek nie ma siły fizycznej z powodu niedożywienia, czy legalnie sprzedawanego alkoholu to nie wykona przemieszczenia, albo wykona go zygzakiem.

  40. 19
  41. 21
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Skoro uważa Pan, że „politycy niszczą naród”, to zwraca się Pan pod niewłaściwy adres. Ja takiego wątku na pewno nie pociągnę. Nie ma pola do dyskusji.

  42. 20
  43. 22
    Mariusz pisze:

    Panie Bohdanie

    Jak nie chce Pan z politycznego punktu widzenia to ujmę problem od strony makroekonomicznej.

    Prawda oczywista, która mówi, że „praca tworzy dobrobyt” jest iluzoryczna i śmiem twierdzić, ze to pieniądz we współczesnej gospodarce tworzy dobrobyt. Kryzys bankowy z 2008r. jest tego przykładem. Brak pieniędzy na rynku międzybankowym, gdzie banki przestały sobie ufać stał się przyczynkiem do kryzysu. Pominę specjalnie przyczynę kryzysu, ale uwypuklę samą istotę braku pieniędzy za rynku finansowym, który doprowadził do obniżenia dobrobytu (PKB) w wielu krajach. Dla mnie na podstawie obserwacji, „praca tworząca dobrobyt” jest mitem. Teoria ekonomi swoje, a praktyka gospodarcza swoje scenariusze pisze. W mikroekonomii i makroekonomii ta prawda już dawno przestała być prawdziwa.

    I tyle w temacie na temat „pracy tworzącej dobrobyt”.

    Pozdrawiam

    Mariusz Chodzicki

  44. 21
  45. 23
    Krzysztof Kamiński pisze:

    Moje opinie na temat podanych faktów:

    1. „System emerytalny jest dobrem społecznym” – to nie jest fakt tylko zgrabna formułka.

    2. „Dobrobyt bierze się z pracy, nie z siedzenia w domu przez osoby, które mogłyby pracować.” – fakt.

    3. „System emerytalny jest zabytkiem XIX wieku, kiedy ludzie żyli znacznie krócej niż obecnie a kobiety na ogół nie pracowały” – fakt.

    4. „Obecnie mamy odwrócone drzewko demograficzne w porównaniu z przeszłością.” – fakt.

    5. „Praca tworzy dobrobyt, a transfery są złem konicznym” – fakt i dlatego należy transfery ograniczyć do absolutnego minimum. Transfery rodzą bowiem biurokrację, korupcję i łapówkarstwo.

    6. „Emerytura nie jest zapłatą za trudy życia, tylko zabezpieczeniem na starość” – zwał jak zwał, nic istotnego to nie wnosi.

    7. „Późniejszy wiek przechodzenia na emeryturę nie zabiera miejsc pracy młodym” – do pewnego stopnia racja. Bezwzględna ilość miejsc pracy na rynku nie zmienia się w zależności od wieku emerytalnego, tylko w zależności od zapotrzebowania runku na dobra i usługi, które musi ktoś wytworzyć. Późniejszy wiek emerytalny ani nie zwiększy ilości miejsc pracy ani ich nie zmniejszy.

    8. „Bezrobocie jest jednym ze skutków wcześniejszego przechodzenia na emeryturę” – zależy od tego czy ludzi na wcześniejszych emeryturach wliczamy do bezrobotnych czy nie! Młodzi emeryci przecież się nie rejestrują jako bezrobotni. Generalnie jednak im więcej świadczeń można wydębić od państwa tym mniejszej liczbie osób chce się pracować. Dlatego emerytury państwowe należałoby całkowicie znieść.

    9. „Więcej dzieci rodzi się tam, gdzie więcej kobiet pracuje” – nieprawda, o czym świadczą punkty 3 i 4! Z punktów 3 i 4 jasno wynika, że teraz kobiety pracują i mają mało dzieci, a w XIX nie pracowały i dzieci było więcej. Czyli albo uznajemy za prawdę punkty 3 i 4 albo punkt 9.

    Generalnie ilość miejsc pracy w gospodarce ani nie wzrośnie ani nie zmaleje w wyniku podwyższenia wieku emerytalnego. Jednak więcej osób będzie zaliczanych do tzw. wieku produkcyjnego, a więc w statystykach bezrobocie wzrośnie, bo na tą samą ilość miejsc pracy przypadnie więcej ludzi w wieku produkcyjnym. Oczywiście z biegiem czasu, ze względu na procesy demograficzne, ilość ludzi w wieku produkcyjnym spadnie. Teoretycznie więc wtedy ta sama ilość miejsc pracy wystarczy by pomieścić większy procent społeczeństwa w wieku produkcyjnym. Ale to tylko teoria. W praktyce jak ludzi poniżej 67 roku życia będzie mniej niż obecnie to zmniejszy się automatycznie ilość konsumentów i gospodarka się dostosuje m. in. redukując zatrudnienie. Obawiam się więc, że sama demografia kwestii bezrobocia nie załatwi. Można temu przeciwdziałać stawiając na eksport i rynki zagraniczne, ale dziś nie da się powiedzieć czy to się faktycznie uda czy nie. I czy ten eksport będzie na tyle duży by zniwelować całe bezrobocie. Nawet gdyby to się udało, to wówczas mocno uzależniamy się od zbytu za granicą, co jest ryzykowne (jak ze zbożem za czasów I RP) i w dłuższym czasie może się nie udać.

  46. 22
  47. 24
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Szanowni Panowie, za chwilę wyjeżdżam na konferencję za granicę. Skomentuję Wasze komentarze po powrocie.

  48. 23
  49. 25
    Krokodyl pisze:

    Ja bym nie laczyl sprawy emerytur z truizmem, ze praca tworzy dobrobyt ale zajal bym sie sprawa tworzenia miejsc pracy gdzie bedzie tworzony dobrobyt – uwazam ze nacisk na pozniejsze przechodzenie na emerytury skrzywia perspektywe i wiedzie nas na manowce.

    Panstwo powinno sie skoncentrowac na tworzeniu jak najdogodniejszych warunkow do dzialalnosci ekonomicznej a nie na dlugosci pracy swoich obywatelii.
    Z przyczyn zasadniczych to nie powinna byc domena urzednikow i przepisow.
    To jest zabytek minionej epoki i nic tu nie pomoze sztuczna reanimacja w postaci dodatkowych paru lat.
    NIE TU PIES JEST POGRZWEBANY!

    Koncentrujac sie na sztucznych problemach tracimy czas i okazje by zreformowac system skazany na bankructwo.

    Generałowie zawsze toczą poprzednią wojnę
    a ekonomisci probuja reperowac i klajstrowac istniejacy system…

    Ciesze sie, ze Pan Panie Bohdanie poruszyl kwestie ubostwa jako pojecia wzglednego zaleznego miedzy innymi od etapu rozwojun aktorym znajduje sie np. Polska.

    Co Pan powie na oficjalne dane wskazujace, ze ponizej poziomu ubostwa SOCJALNEGO zyje obecnie w Polsce ponad 50% populacji gdy za tzw. komuny wspolczynnik ten wynosil w latach 80-tych ponizej 15%.

    To sa oficjalne dane.

    A tak bardziej anegdotycznie to
    co do produkowania bogactwa z pracy to brzmi to jak zabawny i przewrotny truizm.

    Wiekszasc „dobrobytu” w krajach rozwinietych bierze sie z…kapitalu a nie z pracy jako-takiej.
    Kraje Europy Zachodniej przez wieki kumulowaly swoj kapital na drodze wyzysku innych.
    Mozna to tez przy odrobinie elastycznosci zastosowac do dnia dzisiejszego rowniez.

    A kapital zdobywany jest wszystkim ale niekoniecznie praca – od pracy to mozna dostac przyslowiowego garba.

    Mozna go zdobyc SILA, sprytem, kretactwem, spekulacja, wojna, oszustwem, znajomosciami i …czasem praca.

    Dobr na swiecie jest w brud – tego nie brakuje jest raczej nadprodukcja dobr wiec nie chodzi by ich jeszcze wiecej wyprodukowac ale zeby przejac kontrole – i tu znowu praca w klasycznym rozumieniu jest dyskusyjna.

    Brzmi to prostacko i cynicznie i pewnie ktos powie – „za wszystko trzeba wczesniej czy pozniej zaplacic” – ale – jezeli pozniej to dlaczego nie duuuzo pozniej.

    Nie chodzi mi o madra teorie ale praktyke – no coz zyjemy w niedoskonalym swiecie a nie w teoretycznych modelach.

  50. 24
  51. 26
    Krokodyl pisze:

    Polecam – (pieknie pasuje do uzasadnienia koniecznosci dluzszej pracy…):

    „…Socjolog z uniwersytetu w Uppsali dr Roland Paulsen (który już wcześniej włożył kij w mrowisko wydając książkę „Społeczeństwo pracy”) pyta, jaki jest cel pracy przez 8 godzin, dzień po dniu, do późnej starości? Od lat 30. minionego wieku produktywność wzrosła pięciokrotnie, pojawiły się rewolucyjne technologie, a zapotrzebowanie na pracę nie zmalało.

    Pracujemy na dobra, których naprawdę nie potrzebujemy. I to jest stosunkowo nowe zjawisko w rozwoju ludzkości. Dawniej człowiek przestawał pracować, kiedy zaspokajał swoje potrzeby. Moralność pracy zrodziła się wraz z Lutrem i rewolucją przemysłową. Praca stała się swego rodzaju religią. Paulsen powołuje się na Arystotelesa i Platona, którzy uważali, że praca ogłupia, i cytuje młodego Karola Marksa, który obiecywał, że w przyszłości będziemy jedynie łowili ryby, kochali się i czytali książki. Są bowiem w życiu inne wartości niż tylko praca, podkreśla. Nawołujących do wydłużenia okresu pracy nazywa demagogami.

    Praca, według Paulsena, powoduje jedynie utrwalenie obecnych struktur władzy. Na szczycie pełno jest niepotrzebnych, lecz dobrze opłacanych stanowisk, w tym zwłaszcza w polityce. Gdyby w amerykańskim Kongresie było tylu deputowanych co w szwedzkim Riksdagu, licząc proporcjonalnie do liczby ludności obu państw, to musiałoby ich być kilkanaście tysięcy. Ci, którzy zarabiają najwięcej, najmniej przyczyniają się do wzrostu dobrobytu. Socjolog z Uppsali proponuje rozgonić to towarzystwo, w tym także socjologów, którzy za pieniędze podatników prowadzą niepotrzebne badania.

    Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/rynek/1524485,2,szwedzka-awantura-o-emerytury.read#ixzz1nkva4OsX

  52. 25
  53. 27
    krzysno pisze:

    Panie Bohdanie. Dzisiaj odebrałem przesyłkę. Skomentuję gdy przeanalizuję. Dziękuję i pozdrawiam

  54. 26
  55. 28
    WSI 24 pisze:

    Czy to prawda, ze szykujecie Państwo (jako Instytut) ciepłe posadki dla polityków?!!!;
    http://wpolityce.pl/wydarzenia/24335-sld-chce-ujawnienia-tajnych-planow-rzadu-i-ostrzega-platforma-szykuje-skok-na-panstwowe-spolki

    Odpowiadam: to jest mój osobisty blog. Nie mam nic wspólnego z tą sprawą. W przyszłości proszę o komentarze bez politycznych podtekstów – musiałem je ususnąć.
    BW

  56. 27
  57. 29
    Mariusz pisze:

    Witam Panie Bohdanie

    Takie rozwiązanie może tylko pomóc zarządzać majątkiem SP, więc trochę dziwię się, że próbuje się to ukryć przed opinią publiczną. Inną kwestią jest tworzenie ciepłych posadek dla politycznych emerytów.

    Mariusz

    Panie Mariuszu, odsyłam do kolejnego wpisu
    BW

  58. 28
  59. 30
    raiders z ciemnogrodu pisze:

    jestem Pana „wielbicielem” :( I mam jedno pytanko ? czy na pewno każda Praca tworzy dobrobyt ? Jak Pan myśli czy „praca ‘ rzeszy urzędników i np . Prezesa GUS tworzy dobrobyt ? czy tyko zwiększa obciążenia tych co zwiększają wartość dodaną w gospodarce i -pracując na swoją emeryturę pracują również pośrednio na ‘urzedasów’. Warto wrócić do żródeł i zastanowić się nad tym co jest prawdziwym powodem upadku obecnego stanu emerytalnego Państw nie tylko Polskiego . mieliśmy kiedyś niewolnictwo jawne a teraz mamy niewolnictwo zakamuflowane
    pzdr m

  60. 29
  61. 31
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Szanowni Czytelnicy bloga, ostatntio jestem dość zajęty i nie mam zbyt dużo czasu na odpowiadanie Państwu.
    Wielu odrzuca moją oczywistą tezę, podaną dla przypomnienia, że tylko prowadzi do dobrobytu i praca daje gwarancję wysokiej emerytury.
    Zgłosił się ponownie ciemnogród, ujawniając swoje marksistowskie korzenie trzymając sie koncepcji pracy produkcyjnej (przemysł) i nieprodukcyjnej (usługi). Szanowny Ciemnogrodzie, żyjemy w społeczństwie informacyjnym, zatem tworzenie powszechnie potrzebnej i wykorzystywanej przez wszystkich informacji jest pracą.

  62. 30
  63. 32
    raiders z ciemnogrodu pisze:

    przygadał kocioł garnkowi lol ale mnie to nie dziwi kiedy już brakuje argumentów lol te niby ważne informacje paru rozganiętych studentów ekonomi za milion złotych to by zebrali pocałowaniem ręki , za rok oczywiście :) a tak ciekawy jestem? Pan zapewne wie ile wynosi budżet GUS rocznie albo miesięcznie ?:) Pan głosi hasła zgodnie z zasadą ” punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ” a Polska powoli ale po równi pochyłej wraz z wizją swoich przywódców ” internacjonałów europejskich” zmierza ku upadkowi co zresztą na każdym kroku widać choć władza zaciemnia umysły :)
    pzdr przeciwnik polityczny ale jednak Polak :)

  64. 31
  65. 33
    Bohdan Wyżnikiewicz pisze:

    Zastanawiam się, czy zaśmiecać bloga takimi bełkotliwymi komentarzami. Nie chcę być posądzany o cenzurowanie komentarzy, a z drugiej strony, czy mój blog ma być upustem dla czyichś frustracji.

Skomentuj