Przypadkiem znalazłem znakomity blog Trystera “Przychodzi taki czas gdy trzeba powiedzieć sprawdzam” - link poniżej.
http://blogi.ifin24.pl/trystero/2009/12/23/przychodzi-taki-czas-gdy-trzeba-powiedziec-%E2%80%98sprawdzam%E2%80%99/
Autor opisuje w nim pewną prognozę i trwanie w błędnych opiniach przez zezowatego zorro, agresywnego blogera, który w niewybredny sposób atakował moją osobę. Przytoczę kilka fragmentów analizy Trystera:
“24 marca 2009 roku Zezowaty Zorro napisał: Najpóźniej w III kw. Polska będzie w recesji. Uważnie obserwujcie i notujcie sobie w pamięci, kto co wam mówi o gospodarce, żeby osądzić post factum, kto jest idiotą, a kto szamanem.
W trzecim kwartale 2009 roku PKB wzrósł w Polsce o 1,7%. Polska nie wpadła w recesję do III kwartału, nie jest w recesji teraz. Wzrost gospodarczy w 2009 roku wyniesie sporo powyżej 1%. Tak więc podstawową kwestię mamy już rozstrzygniętą. Tym niemniej, z kronikarskiego obowiązku dodam, że jeszcze 23 lipca Zezowaty Zorro pisał: Za cały rok 2009 prawdopodobnie będziemy mieli lekką recesję, pomimo nieprawdopodobnego, stadnego optymizmu.*
i dalej
zakończę cytatem z blogu Zorro, który bloger skierował do doktora nauk ekonomicznych, znakomitego statystyka i byłego szefa GUS Bohdana Wyżnikiewicza: Nie czytam od tego czasu jego wypracowań i nie będę pytał nawet o godzinę. Jest dla mnie profesjonalnym pajacem.
* Oczywiście Zorro nie pomylił się w swojej prognozie. W Polsce jest recesja a dane sfałszowano. Omamieni medialną propagandą ludzie nie zdają sobie sprawy, że ograniczyli konsumpcję choć wydają więc niż rok temu. Prognozy szamana nigdy nie są chybione. To dane są fałszowane, o czym wie każdy, a kto nie wie ten nie widzi różnicy pomiędzy idiotą a szamanem. Szaman ma zawsze rację.[...]
Naprawdę bardzo łatwo jest za pomocą cwaniackiego języka, kilku sztuczek retorycznych i aroganckiej pychy, którą wielu przyzwoitych ludzi myli niestety z kompetencją, stworzyć wrażenie, że ma się spore doświadczenie na rynkach i pokaźny zasób wiedzy. Każdą merytoryczną uwagę o pomyłkach w tekście można zbywać grubiańskimi uwagami o tym, że przyszłość pokaże kto miał rację. Można wyśmiewać ‘grzebanie w danych’ i wiedzę ekonomiczną sugerując, że nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, którym obdarzony jest wyjątkowy bloger.
Ale takiej maskarady nie można ciągnąć w nieskończoność. Prędzej czy później ktoś powie ’sprawdzam’. Tylko moim zdaniem, ’sprawdzam’, dla własnego dobra, powinni powiedzieć czytelnicy.”
Tyle cytatów Trystero. Nie wiem kim jest, ale serdecznie mu dziękuję za szeroką analizę twórczości zz., wnioski z tej analizy i pochlebne słowa pod moim adresem. Osobiście nie miałbym ani czasu ani ochoty na takie zajęcie, gdyż podobnie chybione opinie wielokrotnie padają pod moim adresem - zorro wyróżnia się tylko natężeniem agresji. Ocenę całej tej sprawy pozostawiam czytelnikom.
Jeszcze raz serdeczne życzenia Wesołych Świąt, a dla Tystero dodatkowo uścisk dłoni.
PS. 28 grudnia. Odezwał się zezowaty Zorro pisząc do mnie list na mój adres poczty elektronicznej. Posługując się wylewnymi uprzejmościami naszpikowanymi złośliwwościami domaga się sposotowania swoich jakoby “przeinaczonych” treści, przytoczenia źródeł internetowych powołując się na prawo prasowe. Jak każdy może się przekonać, cytowałem blogera Tystero i jego zdanie o zz, przy czym rzeczywiście znalazły się trzy cytaty z zezowatego w tym dwa w sprawie PKB. Zainteresowani odnajdą bez trudu dwa wpisy, gdyż jest podana data ich pojawienia się, a cytat zawierający obraźliwe określenie mojej osoby widziałem na blogu P. Kuczyńskiego i został on następnie - na moją usilną prośbę i z pewnym ociąganiem się - usunięty przez P.Kuczyńskiego.
Jeżeli cytaty z zz są nieprawdziwe, w co wątpię, to gotów jestem umieścić stosowne sprostowanie. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby ktoś, kto ma nadwyżki czasowe zajął się tym i podzielil się ze mną rezultatmi poszukiwań. Jak podaje Tystero:
Wszystkie cytaty w artykule, zaznaczone kursywą, pochodzą ze strony http://zezorro.blogspot.com/
Zz wpadł we własne sidła: anonomowość pozwala mu na bezkarne wyzywanie ludzi z imienia i z nazwiska, a tu nagle chce się chronić prawem prasowym i domaga się licencji na cytowania.
PS2. 28 grudnia wieczorem.
Zadałem sobie trochę trudu i poszukałem oryginalnych zapisów zz w jego blogu., które wykorzystałem w moim powyższym wpisie. Poszło łatwiej niż przypuszczałem. I co się okazało? Wbrew twierdzeniom zz, Tystero podał wierne cytaty z zz, poprawił tylko nieznacznie ortografię. Doszukałem się jeszcze fragmentu na mój temat, jak przypuszczam, co wyjaśnia niezrozumiały poprzednio dla mnie wątek szamaństwa i potwierdza trafność tytułu wpisu Tystero: przychodzi taki czas gdy trzeba powiedzieć sprawdzam. Oto powtórzone cytaty wraz ze źródłem:
Najpóźniej w IIIkw. Polska będzie w recesji. Uważnie obserwujcie i notujcie sobie w pamięci, kto co wam mówi i gospodarce, żeby osądzić post factum, kto jest idiotą, a kto szamanem.
Rejestrujcie wypowiedzi dr. W nt danych makro, bezrobocia i koniunktury.
http://zezorro.blogspot.com/2009_03_01_archive.html
Za cały rok 2009 prawdopodobnie będziemy mieli lekką recesję, pomimo nieprawdopodobnego, stadnego optymizmu.
http://zezorro.blogspot.com/2009_07_01_archive.html
Nie czytam od tego czasu jego wypracowań i nie będę pytał nawet o godzinę. Jest dla mnie profesjonalnym pajacem.
http://zezorro.blogspot.com/2009/06/nie-dyskutujemy-z-nadetymi.html
Tyle cytaty z zz i mam nadzieję, koniec sprawy. Czytelnikom pozostawiam ocenę całej tej sytuacji.
Panie Bohdanie, ten rok zweryfikował wiele rzeczy. Pokazał na czym polega różnica w analizowaniu sytuacji z punktu widzenia rzetelnej wiedzy o gospodarce i stałym monitorowaniu danych, a swoistymi czarownikami Voodoo zaklinającymi przyszłość na fundamentach ignorancji ekonomicznej i powielania bzdur ( w wypadku rynków kapitałowych posiłkujących się tajemną „wiedzą” z zakresu analizy technicznej). Płonną jednak nadzieją jest to, że ci pierwsi mogą uznać się za tryumfatorów. Czarownicy Voodoo mają tę cechę, że nigdy nie przyznają się do błędów, a swoje porażki sprytnie przekuwają w sukcesy. Nastał czas „ barbarzyńców gospodarczo-rynkowych”- wykorzystujących do tego media- i przyszły rok niewiele tu zmieni.
Mimo wszystko życzę wytrwałości w prostowaniu tego co proste- choć to praca syzyfowa i niewdzięczna-, a przede wszystkim miłych i spokojnych Świąt.
W 2009 roku bałem się o to czy będzie wzrost PKB. Nie jest najgorzej i to powinno wszystkich cieszyć. Życzę wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia i oby w 2010 roku wzrost PKB był większy Krzysztof
ZeZorro to członek klubu “Armagedon 2011″. Bardziej znanym klubowiczem jest P.Kuczyński. Delikatnie mówiąc kompletnie się z nimi nie zgadzam, ale jeszcze poczekajmy na końcowe wnioski. Sytuacja gospodarcza w dalszym ciągu jest niebezpieczna. Wprawdzie zwiastowanie Armagedonu uważam za niepoważne, ale drugie, łagodniejsze dno recesji w USA może jeszcze się zdarzyć.
Nie wiemy jak to będzie po odstawieniu rządowej stymulacji.
Mam pytanie do gospoadarza: czy uważa Pan, że ilość pieniędzy wpompowanych w zachodnie gospodarki, szczególnie amerykańskie spowoduje groźną presję inflacyjną? Sam już jakiś czas temu pytałem o to innych ekspertów Blogbank, ale wtedy nie uzyskałem odpowiedzi, obecnie zaczyna się już o tym trochę głośniej mówić. Nie zaklinam bynajmniej drugiego dna recesji, ale jednak nadmierna inflacja może hamować wzrost, przez co czekać te kraje będzie kilka lat bardzo niemrawego wzrostu. Ciekaw jestem jak w takiej sytuacji odnajdzie się polska gospodarka - zapewne wzrostu u nas będzie kilka procent wyższy, bo tak jest zawsze - jeżeli jednak inflacja spowoduje relatywne osłabienie się euro i dolara wobec złotówki to ucierpi nasz eksport, który obecnie broni nasz wzrost dzięki słabej złotówce.
Panie Pietio, uważam, że jest duże prawdopodobieństwo pojawienia się presji inflacyjnej w krajach, które nadmiernie zasilały w gotówkę swoje gospodarki w czasie recesji. O złotego jestem spokojny, scenariusz a wyższą inflacją tu niż tam jest mało prawdopodobny.
Jednak zgodnie z teorią ekonomi, jeżeli tam będzie wyższa inflacja niż u nas, powinno to spowodować umocnienie złotówki, co zaszkodziłoby naszemu eksportowi. Ciekawe jednak, jakie będą rzeczywiste ruchy kapitałów.
Przy aprecjacji złotego mamy niską inflację z powodu taniego importu.
Możliwość wystąpienia wtórnych wstrząsów w gospodarce istnieje-mam na myśli techniczną, nieco łagodniejszą formę recesji-, ale jej prawdopodobieństwo oceniam na 10-20 %. Programy stymulacyjne są obliczone w wielu krajach na 2-4 lat, a w przypadku USA zadziwia mnie nieco opieszałość w wydawania środków na ten cel przeznaczonych. Inną sprawą są Chiny, ale one muszą i tak przeorientować swoją gospodarkę, bo ten model musi być skorygowany. Do tej pory-od upadku Lehman Bros.- sytuacja zarówno w gospodarce jak i na rynkach kapitałowych rozwija się logicznie i trudno tu mówić tu o jakimkolwiek zaskoczeniu. Podejrzewam, że ten proces ( logiczności)utrzyma się w 2010 r.
Co do wieszczy Armagedonu, to czytam od kilkunastu miesięcy, z daleko idącym zdziwieniem, ich argumentację na poparcie swoich tez. Odnoszę wrażenie, że większość jest zbyt młoda, aby przeżyła poprzednie kryzysy lub nie zadała sobie trudu w ich przestudiowaniu . Pomijam luki w wiedzy i powtarzanie/wymyślanie ekonomicznych herezji. A zarówno powrót na ścieżkę wzrostu amerykańskiej gospodarki w połowie tego roku, jak i wiosenna zmiana trendu na giełdach były na tyle prawdopodobne, że aż nie możliwe, że wieszczy Armagedonu było tak dużo.
Jeśli chodzi o inflację, to przecież BC i rządy, próbują ją stymulować i mam przekonanie, że w momencie jej wystąpienia nie wymknie się ona spod kontroli. Poziom inflacji, w dużej mierze, zależeć będzie od postawy systemu finansowego, który ponownie ma problemy z nadmiarem środków. To mit, że kryzys został wywołany „orgią” kredytową. Problem leżał w udzielaniu kredytów niewiarygodnym pożyczkobiorcą- derywatywy wprowadziły błogostan bankierów- i w zbyt niskim poziomie kapitałów własnych systemu bankowego. Rzadko taką informację można znaleźć, ale współczynnik procentowy kredytów do depozytów na grudzień 2008 r. kształtował się następująco:
Kanad- 91, Niemcy-97,Japonia -79, W. Brytania-89, a USA-96. Dzisiaj są jeszcze niższe.
Swiąteczne: ” nie możliwe”, “pożyczkobiorcą”, ale jeszcze ta pora.
Może i będzie tani import, ale z drugiej strony nasz eksport ucierpi. A to dla naszej gospodarki wydaje mi się większym problemem. Krzysztof
Życie pokazało, że silny złoty nie jest przeszkoda dla wzrostu eksportu. Jedni eksporterzy wypadają z gry, inni ich zastępują. Narzekają oczywiście ci, którzy wypadli.
Hmmm proponuję przeczytać artykuł Gronickiego i Hausnera o tym iż wolumen eksportu spadł, a tylko dzięki osłabieniu złotego eksporterzy jako-tako wyszli na swoje.
Kolejna sprawa to kurs złotego i fakt , że nikt nie jest w stanie przewidzieć jak będzie się on kształtował , gdyż w największym stopniu zależy od od ,,edka” ( euro/dolar ). W przypadku umocnienia dolara złoty osłabnie. Do tego należy brać pod uwagę ogromny prognozowany deficyt budżetowy jaki czeka nas w 2010. Najważniejszy jest edek , a ten poszedł w krótką.
Pisałem o wzroście eksportu, a nie o jego spadku.
Tylko , że liczony w złotych ten eksport
W ujęciu euro jesteśmy ponad 20% w plecy za pierwsze półrocze 2009. Faktem jest jednak iż złotówka osłabła w jeszcze większym stopniu i tylko to nas ratuje.
Panie Cezel, mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych rzeczach.
TZN?
Pan pisze o roku 2009, a o latach wcześniejszych.
Nie rozumiem mówimy o 2009 roku. Dla mnie to jest wszystko naciągane strasznie ten cały wzrost PKB
PKB= konsumpcja+inwestycje+ wydatki publiczne+eksport- import+/- zapasy
Teraz jeśli mamy +1,7% PKB i wzrost +10% ( około ) za pierwsze 3 kwartały eksportu w złotym, a wszyscy pamiętają spadek zamówień eksportowych z początku 2009 i w euro mamy spadek eksportu o około 20% to jest to kuglarstwo wynikające z osłabienia złotego. Cała ta nasza zielona wyspa jest naciągana.
Skoro w euro eksport spada, a w wyniku osłabienia złotego eksport rośnie to jest to nie ,,teges”.
Do Cezela: W sprawie PKB radzę obejrzeć sobie stronę GUS. Pod haslem rachunki narodowe znajdzie Pan szacunki wszystkich składników PKB. Definicja PKB (z błędem), którą Pan przytacza jest pewnie z wikipedii i słabo się ma do rzeczywistości, choćby nazewnictwo nie to. Naciągania tu nie ma. Eksport w rachunkach narodowych przelicza się na stałe ceny i kursy.
Głównymi czynnikami wzrostu PKB były popyt zagraniczny (eksport netto), którego
wpływ na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 3,0 pkt. proc
ALE W ZŁOTÓWKACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Trik i tyle bo jak można nazwać spadek eksportu o 20% wyrażonego w EURO po tym jak z kursu 3,2-3,5 poszedł na 4,2-4,9 czyli średnio ( trzeba średnie kroczące policzyć dla okresu ) o 30-40%
Uprzejmie informuję czytelników mojego bloga, że dodałem dziś dwa post scripta do wpisu.
Prawdę mówiąc to nie chce mi się tego wszystkiego czytać o konfliktach z Zorro.
Po drugie recesji nie ma tylko i wyłącznie dlatego , że złotówka się osłabiła. Gronicki i Hausner mają rację to jest zamiatanie pod dywan. Nie ustosunkował się Pan do spadku wolumenu eksportu. Nie ustosunkował się Pan do zasad prognozowania ,,edka”. NIC.
Panie Cezel, jestem zajętym człowiekiem i nie bardzo mam czas na wykłady z podstaw rachunków narodowych. Spadek eksportu nie ma wiele wspólnego ze wzrostem gospodarczym. Jak pokazał rok 2009 mamy wzrost PKB przy spadku eksportu. Możemy też mieć spadek PKB przy wzroście eksportu. I nie ma tu żadnej manipulacji.
PKB jest misterną konstrukcją, konwencją, która ma za zadanie wskazywać rozmiary wartości nowowytworzonej.
Nie prognozuję kursu euro/dolar i nie chcę wypowiadać się na ten temat. W swoich analizach opieram się na prognozach pewnego amerykańskiego think tanku, z którym współpracuję od lat.
Panie Bohdanie, może nie jest to pocieszenie, ale te inwektywy pod Pana adresem wcale nie są aż tak drastyczne. Pod moimi tekstami pojawiały się gorsze, a miałem ograniczone możliwości ich wycinania(wiązało się to z interwencją u wydawcy). Do tego stopnia, że odebrało mi chęć do pisania. Dzisiaj nawet próbuje mi się odebrać satysfakcję, że to co wcześniej ( miesiące, rok temu lub jeszcze wcześniej) pisałem o gospodarkach, rynkach, sprawdziło się w bardzo dużym stopniu.
Pan ma uznaną pozycję i żaden zz lub ekonomiczny kuglarz Panu tego nie odbierze. Proszę pamiętać, że te złośliwe wpisy w znacznej części nie pochodzą od zwykłych internautów (zam to z autopsji). To są w rzeczywistości ambitni ludzie zazdrośni o czyjąś sławę, wiedzę, czy predyspozycje analityczne, które nie każdemu są dane.
Tak jak wyżej napisałem „czarownicy Voodoo” to błędów się nie przyznają. Braki w wiedzy nadrabiają bezczelnością i niepohamowanym pędem do rozpychania się łokciami. Z trollami- bo to nie adwersarze- trzeba nauczyć się żyć. Chociaż to trudne zadanie.
Panie Santiago, dziękuję za wsparcie. Zdążyłem się przyzwyczaić do niewybrednych ataków i jak Pan pewnie zauważył starannie unikam polemik nie na argumenty. W przypadku tego wpisu chodzi o ciekawy finał szczególnie zajadłych ataków.
Jako autor bloga mam prawo do wyboru tematów, jakie mi tylko przyjdą do głowy. To moje prawo jest to często kwestionowane. Inna sprawa to częste domagania się, niekiedy natarczywe, wyjaśniania problemów czy pytania a co sądzę o tym czy tamtym. Brak odpowiedzi przeradza się w obrazę. Moim marzeniem na 2010 rok jest podniesienie poziomu komentarzy do bloga.
Życzę Panu Dobrego Nowego Roku.
Życzenia w pełni odwzajemniam. Przyznam, że na polskich stronach czytam regularnie, w ostatnim okresie, tylko Pana blog i jeszcze jednej osoby na innym portalu ( z sympatii do tej osoby). Zdarzało mi się zajrzeć także na blog pana Kuczyńskiego, ale ilość niedorzeczności jakie wypisują tam komentujący i…, skutecznie mnie to tego zniechęciła.
Pan doskonale wie, że w dobie powszechnej komunikacji można z łatwością poszerzać swoją wiedzę o szereg wspaniałych tekstów i informacji na zagranicznych portalach, i to bez żadnych ograniczeń. Mój nick na Pana blogu, świadczy o moim szczególnym zainteresowaniu gospodarkami Ameryki Łacińskimi, a o informację z tego zakresu jest na polskich stronach bardzo trudno. Niemniej z przyjemnością czytam Pana teksty i także żywię nadzieję, że poziom dyskusji będzie wzrastał, bo to najlepsza droga do edukacji w interesującej nas tematyce.
Życzę Panu udanego Nowego Roku i większej śmiałości w zabieraniu głosu czytelnikom Pana bloga, którzy dzisiaj ograniczają się do roli „niemowy”, a na pewno mają ciekawe opinie i spostrzeżenia.
Z poważaniem
Panie Santiago, ja też mam sentyment do Ameryki Łacińskiej po mojej zeszłorocznej podróży do Santiago i okolic. Byłem tam co prawda tylko tydzień, ale chętnie pojadę jeszcze raz. O gospodarce tamtego regionu wiem niewiele, aczkolwiek interesuje mnie rozkład dochodów w Ameryce Płd oraz, w ograniczonym zakresie, reforma systemu emerytalnego w Chile. Pozdrawiam
W takim razie prosiłbym o podanie linków do tego think-tanku i jakie mają założenia co do edka na 2010?
Żałuję bardzo, ale dostęp tam jest tylko dla członków i prenumeratorów. Jutro poszukam prognoz i prześlę je Panu.
Mam taki pogląd iż nie chce Pan przedstawić żadnych założeń, gdyż nie chce być pan potem z tego oceniany.
Prognozowanie kursów walut nie jest moją specjalnością i nigdy nie było. Nie jestem omnibusem.
Tak jak obiecałem wczoraj wieczorem, podaję prognozę średniego kursu euro do dolara na 2010 rok z mojego źródła: 1,43.
Szkoda , że nie podaje Pan źródła tego tajemniczego informatora. Ja nie wiedziałbym nawet jak zbudować taki model szeregu przy tylu zmiennych parametrach.
“Życie pokazało, że silny złoty nie jest przeszkoda dla wzrostu eksportu. Jedni eksporterzy wypadają z gry, inni ich zastępują. Narzekają oczywiście ci, którzy wypadli.”
1.Silny złoty jest OCZYWISTĄ przeszkodą dla wzrostu eksportu, co nie znaczy, że eksport nie może rosnąc mimo silnego złotego. To gwoli precyzji sformułowań, której jest Pan orędownikiem.
2. Złoty jest tak mocny, że od 39 kwartałów ( NBP podaje dane kwartalne od roku 2000 ), nie było ANI JEDNEGO, w którym saldo obrotów towarowych było dodatnie.
To samo dotyczy rachunku bieżącego.
3. Tylko w roku 2008 deficyt na rachunku obrotów towarowych wyniósł ponad 46 mld zł. Osobiście żałuję, że to nie w Polsce stworzono miejsca pracy, które wytworzyły produkty o tak dużej wartości
4. Nawet w I kwartale 2009, gdy media rozpisywały się o niebywałej słabości złotego, mieliśmy deficyt zarówno handlowy, jak i na rachunku bieżącym.
Nie rozumiem, jak osoba znająca się na rzeczy może być zadowolona z tak silnego (przewartościowanego) złotego.
Pozdrawiam
Janusz
Panie Januszu, Pan patrzy z perspektywy mikroekonomicznej, ja z perspektywy makroekonomicznej i nie ma sprzeczności. Czym innym jest eksport, a czym innym eksport netto. Deficyt handlowy w ostatnich latach gwałtownie spadł.
Panie Bohdanie,
wg danych NBP deficyt handlowy w 2008 był najwyzszy w ciągu ostatnich 15 lat i rośnie stale od roku 2005. Jak więc może Pan twierdzić, że spadł gwałtownie w ostatnich latach ?
Prawdziwe jedynie może być twierdzenie, że deficyt handlowy spadł gwałtownie w roku 2009 (oczywiście za sprawą silnego osłabienia złotego). Ale to ciągle będzie deficyt i to nawet wyższy niż w roku 2005.
Witam Pana,
Czy jest do Pana jakis kontakt mailowy? Mialbym takie niewielkie pytanie o bilans platniczy: konkretnie o to, skad sie wzielo tak duze saldo bledow i opuszczen w 2007 i 2008 roku?
Srodowiska zwiazane z Naszym Dziennikiem pisza naturalnie o wyprowadzaniu pieniedzy. W podrecznikach stoi jak byk, ze saldo bledow i opuszczen (SBiO) to zabieg czysto ksiegowy, tlumaczylem nawet na blogu skad sie biora te bledy. Nurtuje mnie jednak skad sie ich tyle wzielo w latach 2007-2008. To znaczy mam dwa sensowne powody i jeden malo sensowyny ale chcialbym poznac opinie specjalisty.
Pozdrawiam
PS Jesli chodzi o rzetelnosci cytatow i takie rzeczy to mozna mi ufac - nie zwyklem ‘podkladac sie’ edytujac cytaty
Panie Januszu, jeżeli deficyt handlowy w roku 1999 wynosił 50 proc., eksportu, a w roku 2008 już tylko 15 procent, to jakiś tam postęp dało się zauważyć. Miary względne są lepsze do historycznych ocen wielkości deficytu handlowego niż miary bezwzględne. Na początku lat 90. roczny eksport Polski odpowiada dzisiejszemu z dwóch tygodni.
Panie Bohdanie,
do porównania wybrał Pan rok 1999, kiedy to w wyniku kryzysu rosyjskiego i gwałtownego osłabienia się się rubla, nasz eksport do Rosji załamał się. Oczwistym skutkiem musiało być drastyczne pogorszenie się naszego bilansu handlowego. Porównywanie się do tamtego roku jest zadaniem nad wyraz mało ambitnym.
Już lepiej porównywać się do roku 1994 ( NBP od tego właśnie roku rozpoczyna podawanie danych o bilansie płatniczym ), kiedy to deficyt handlowy wyniósł ledwie 3% eksportu. Tyle że przy takim porównaniu poprawy nie będzie widać.
Panie Januszu, średni deficyt handlowy z okresu 1994 - 2008 wynosi 18 procent eksportu, a z lat 1994 - 2000 aż 27 procent. Sprawę uważam za zamkniętą.
Panie Trystero, w wywiadzie, do którego załączam link znajdzie Pan informacje na temat salda błędów i opuszczeń BoP:
http://www.inwestycje.pl/polska/o_saldzie_bledow;59094;0.html
Kontakt mailowy do siebie podałem rejestrując się na Pańskim blogu.
Kontakt do Pana, jaki wyświetlił mi się w blogbanku nie zadziałał.
Pozdrawiam
Witam,
Dziekuje za linka.
Mail do mnie nie dzialal poniewaz przez nieuwage napisalem gmail.pl zamiast gmail.com.
Pozdrawiam