Od pewnego czasu ekonomiści z krwi i kości przestają się decydować na obejmowanie stanowisk rządowych. Powód? Paranie się polityką przez ekspertów coraz częściej fatalnie się dla nich kończy. Są wmanipulowywani w różne afery, stają się przedmiotem ataków medialnych, a niektórzy pełnią rolę dyżurnych wrogów ludu. Praca w sektorze prywatnym czy w nauce co prawda nie stawia ich codziennie przed kamerami czy mikrofonami, ale za to korzyści materialne bywają większe, a stresy mniejsze.
Ostatnie wydarzenia mogą przyczynić się do rezygnacji z pracy czy zamiaru pracy w administracji urzędników niższego szczebla. Okazuje się mianowicie, że służby centralne podsłuchują na potęgę setkę urzędników resortu skarbu. Nawet najuczciwszy urzędnik może stać się bohaterem stenogramów podsłuchów rozmów wyciekających do prasy. Wystarczy, że zadzwoni do niego inny urzędnik, który ma coś na sumieniu. Wystarczy wyrwany z kontekstu fragment rozmowy.
Niewątpliwa korzyść z ujawniania zapisów rozmów, to, mam nadzieję, większa wstrzemięźliwość w używaniu wulgaryzmów w rozmowach telefonicznych przez prostackich polityków czy urzędników.
Konsekwencje gospodarcze aktywności służb specjalnych mogą doprowadzić do wielce niekorzystnych zjawisk:
- coraz mniej osób o dobrym przygotowaniu merytorycznym zechce pracować w administracji rządowej czy samorządowej,
- nastąpi kroczący paraliż decyzyjny z obawy o posądzenia o przekręty czy nepotyzm.
W rezultacie i tak już ospale działająca biurokracja zacznie działać jeszcze bardziej ospale.
A do wykonania tego z czym przez godzinę z łatwością poradzi sobie jeden sprawny i kompetentny potrzeba 10 niedouczonych, którzy będą marudzić przez dwa tygodnie.
Zatem czeka nas rozrost byle jakiej administracji i powrót IV Rzeczpospolitej skrojonej na miarę braci Kaczyńskich.
Prosta sprawa - ograniczyć biurokrację do minimum. Obecnie mamy na głowie pół miliona urzędników!!! Przecież to graniczy z szaleństwem.
Wprowadzić do każdego urzędu załatwianie spraw przez Internet, scentralizować prace urzędów poprzez ich zinformatyzowanie. Zwolnić na początek 50% urzędników a później jeszcze kilka-kilkanaście procent. Proste!
do MrKoval
jak taka prosta sprawa to weź się za to zostań urzędnikiem i pokaż im jak to zrobić.
póki co żeby ograniczyć biurokrację to trzeba zmienić prawo które jest bardzo formalistyczne i z jednej strony do każdej decyzji wymaga kilku lub kilkunastu zaświadczeń opinii etc.
No ale z drugiej strony w kraju spekulantów i kombinatorów którzy pod opiekę społeczną podjeżdżają mercedesami to i tak za mało.
I gdzie tu znaleźć ten złoty środek ???
Po 1 primo. Nalezy zwolnić 50% urzędników. Nikt nie zauważy tego faktu.
Po 2 primo. Nalezy zmniejszyć 8 razy sejm i senat ( do proporcji w USA )
Po 3 primo. Nalezy wprowadzić odpowiedzialność materialną i osobistą urzedników.
Zbyt wiele osób zostało zniszczonych przez danego urzędnika a potem nie ma winnego bo to przecież URZĄD odpowiada a nie referent Kowalski.
Umówmy się : na urzędy idą pociotki i znajomi pani z okienka. To selekcja negatywna.
Szukają lekkiej pracy bez żadnej odpowiedzialności a za mozliwie wysokie pieniądze. I od 7-15 z przerwami na posiłki.
Plus dni “bez stron” czyli leze sobie i kawusia z paczkiem.
Urzędy należy likwidować bo przekładanie papieru nie tworzy wartości dodanej.
Najpierw prosze sobie i czytelnikom odpowiedzieć na pytanie.
Po jakie licho na wszystko musi być jakieś pozwolenie czy zezwolenie urzędnika ?
Należy przywrócić stan prawny z czasów Wilczka-Rakowskiego.
Urzędników do fabryk i usług.
Bedą lepiej zarabiać i przestaną szkodzić gospodarce.
O innych urzędnikach pisałem: nie o wydających pozwolenia, lecz o wyższym szczeblu: przygotowywanie prywatyzacji, reform, pisanie projektów ustaw itd. Administracja lokalna potrzebuje urzędników: ktoś musi rejestrować samochody, wydawać prawa jazdy, rejestrować dzialaność gospodarczą itd. Zupełnie inną sprawą jest przerost biurokracji i słaba wydolność urzędów, z czym mają do czynienia zwykli ludzie ze mną włącznie.
Witam.Moim zdaniem musi być jak najmniej polityki w gospodarce . Tej złej polityki .wiadomo że gospodarka jest związana z polityką ale jak będzie tej tzw złej polityki kombinacji upolityczniania wtedy fachowcy ekonomiści będą chcieli pracować jako urzędnicy.
Drobna uwaga, STRES mniejszy, nie stresy. Liczba mnoga jest niedopuszczalna.
To nawet jest logiczne. W danej chwili urzędnik przeżywa jeden stres, choć może spowodowany wieloma czynnikami. A także może w ciągu dnia przeżyć stres wielokrotnie.
Do esa: według Słownika Języka Polskiego PWN, wydanie z 1996 roku, tom 3, strona 324: liczba mnoga od słowa stres to stresy. Logiczne jest przeżywanie w ciągu dnia różnych stresów: to jakiś rowerzysta przejechał na rowerze przez pasy tuż przed autem, to jakiś inżynier nie dopilnował, żeby poziomm studzienki odpowiadał poziomowi drogi i auto podskoczyło, to ktoś wmawia (bez racji), że kaleczy się polszczyznę.
Dziękuję za konstruktywny i merytoryczny wkład w dyskusję.
moim zdaniem powinien być stworzony schemat urzędu na kraj jak np ma wyglądać praca w gminie , powiecie itd a tak każdy prezydent , burmistrz wprowadza swoje porządki pomysły a przy tym chaos.
Do Mateusza: Usuwam komentarze, które są czystą propagandą na tematy nie związane z gospodarką. To nie jest słup ogłoszeniowy.
BW
Zupełnie zgadzam się tu z p. Wyżnikiewiczem ad. atmosfery i coraz większej niechęci pracy w instytucjach rządowych. Mówiąc tylko o redukcji zatrudnienia urzędników spłycamy temat. Kto wie czy większym kosztem nie są obarczone określone działania urzędnicze? Na ile one wynikają z prawa, sobiepaństwa i niekompetencji nie wiemy. Być może na to wpływ mają: Prawo, procedury i zwykły brak kompetencji. Ogólnie rzecz ujmując przyczyną jest pewnie niejasny zakres kompetencji urzędników i odpowiedzialności za decyzje. Być może się mylę? Znana mi jedyna redukcja (10%) zatrudnienia w aparacie Państwowym to (uwaga) przeprowadzona w latach 70-tych za czasów tow. E. Gierka. (hehe)… Ale tak poważniej sądzę iż więcej zaoszczędzimy lepszą organizacją, czytelnym Prawem, prostymi procedurami niż prostą redukcją zatrudnienia.
Pozdrawiam