Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: sierpień 2009

2009-08-31 13:25

Statystyka a własne przekonania

 

Jako statystyk z zawodu i zamiłowania czuję się w obowiązku prostować rozmaite nieścisłości w interpretowaniu danych statystycznych. Wielu z góry zakłada, że dane statystyczne są do bani. Zwykle ma to miejsce w przypadkach, gdy owi krytycy nie zadają sobie trudu przyjrzenia się metodologii obliczeń czy szacunków.

 

Ostatnio znalazłem taki oto fragment wpisu jednego z ekspertów blogbanku:

 

„… ilość zatrudnionych Amerykanów maleje, a stopa bezrobocia spada, co może nieco dziwić. Może, jeśli się nie wie, że w USA bezrobocie liczone jest inaczej niż w Europie. Gdyby liczyć bezrobocie zgodnie z europejskimi standardami to byłoby ono dużo wyższe. …bezrobocie podawane zgodnie z obecnymi zasadami jest znacznie zaniżone.”

 

Zacznijmy od tego, że mówimy o liczbie osób, a nie o ich ilości. Zdarzają się różnice metodologiczne między krajami w sposobie liczenia bezrobocia, ale na szczęście istnieją organizacje międzynarodowe, które całą drugą połowę XX wieku te kwestie ujednolicały. Można zatem przeprowadzać porównania międzynarodowe, jeżeli się wie, że takie dane istnieją i zada się sobie nieco trudu, by zerkać tam od czasu do czasu. Na stronach internetowych Eurostatu tak właśnie jest.

 

W przypadku bezrobocia organizacją międzynarodową, która opracowała odpowiednią definicję jest ILO (Międzynarodowa Organizacja Pracy). (Kiedy przytoczyłem w swoim blogu tę definicję pewien blogowicz pomówił mnie, że sam ją wymyśliłem).

 

Patrząc na dane podane przez Eurostat nie odnoszę wrażenia, że stopa bezrobocia w USA jest zawyżona. W czerwcu 2009 roku (9,5 proc.) była ona wyższa niż w Unii Europejskiej (8,9 proc.), strefie euro (9,4 proc.), w UE-15 (9,0) czy w Polsce (8,2 proc.).

 

Ponadto, jeżeli nawet stosuje się odmienną metodologię (co nie jest tu faktem), to tendencje zmian można zawsze wychwycić. Chyba, że ma się uraz do wszystkiego, co amerykańskie, niemieckie, czy polskie.


2009-08-28 22:51

Empiryczne obserwacje recesji w USA

Ostatni miesiąc spędziłem podróżując po Stanach Zjednoczonych i przy okazji przyglądałem się przejawom recesji. Tak naprawdę, to przejawy te są trudno zauważalne, choć napotykałem na nie od czasu do czasu. Odniosłem wrażenie, że więcej się mówi o recesji, niż może dostrzec turysta.

W Nowym Jorku na Manhattanie widać było od czasu do czasu puste lokale sklepowe. Mój przyjaciel i kolega ze studiów na pobliskim uniwersytecie tłumaczył, że sklepikarze nie dali rady konkurencji na trudnym rynku. On sam, zajmujący się doradztwem strategicznym odnotował spadek zleceń. Wstrząsający obrazek dostrzegłem na ulicy na terenie kampusu New York University w Greenwich Village. Był wieczór, a na środku chodnika, na fotelu, otoczona kilkoma tobołkami siedziała nobliwie wyglądająca i schludnie ubrana starsza pani, rzecz jasna bezdomna. Bezdomni byli w Nowym Jorku zawsze i zawsze robili na mnie przygnębiające wrażenie, jednak wzrok tej kobiety będę długo pamiętał. Nie dowiem się nigdy, czy padła ona ofiarą recesji czy też inne wydarzenia sprowadziły na nią takie nieszczęście.

Recesja jest wątkiem wykorzystywanym w akcjach reklamowych różnych firm, dużo się o niej mówi. W programie telewizyjnym w ramach reklam słyszałem porady prawne, jak sobie radzić z windykatorami i informacje o stosowanych przez nich nieuprawnionych sztuczkach mających na calu zastraszanie dłużników (na przykład więzieniem). Innych jaskrawych przejawów recesji nie dostrzegłem. Samoloty latały punktualnie podobno z powodu mniejszego ruchu pasażerskiego. Znajomi znajomych przenieśli się do domu na kółkach, bowiem nie byli w stanie spłacać kredytu zaciągniętego na kupno domu.

Dostrzegłem natomiast to, że życie płynęło wartkim potokiem pomijając wątek recesji. Na lotnisku w Denver nie było w piątek rano ani jednego samochodu do wypożyczenia. Warto dodać, że samochody na tym lotnisku można wypożyczać w kilkunastu firmach, a każda firma ma place parkingowe mieszczące po kilkaset aut.

W kurorcie górskim Estes Park (skraj parku narodowego Gór Skalistych) zabrakło wolnych miejsc w motelach. Tłumy przelewały się po ulicy handlowej, a restauracje były pełne gości. Przy okazji przyszło mi do głowy wyjaśnienie pewnego aspektu praw Engla. Jeżeli wielu Amerykanów je większość posiłków poza domem, to ich wydatki na żywność maleją, natomiast rośnie pozycja wydatków „restauracje”.

W Estes Park wiele domów było na sprzedaż. Znajomi mówili, że zawsze tak tam było, a teraz może jest tych domów trochę więcej. Pokazywali mi dom, który nie może znaleźć nabywcy od kilkunastu lat.

Moja podróż wakacyjna to przede wszystkim odwiedzanie ciekawych miejsc. Największe atrakcje turystyczne Ameryki były oblegane jak zawsze, a turyści lokalni i z całego świata tłoczyli się niczym w Rzymie przed Coloseum. Kto nie zarezerwował sobie wcześniej pokoju w hotelu lub motelu, był zmuszony płacić wysokie ceny lub szukać lokum daleko od atrakcji.

Jako makroekonomista dobrze wiem, że indywidualnych odczuć nie można uogólniać. Można jednak łatwo się zorientować, że skutki recesji amerykańskiej rozkładają się nierównomiernie. W dużo mniejszym stopniu, jeśli w ogóle, dotykają one ludzi zamożnych i średnio zamożnych. Kiedy w latach 90-tych przyjeżdżałem do Niemiec  w czasie panującej tam recesji, to wielokrotnie nasuwała mi się refleksja, że dobrze byłoby mieć podobną recesję w Polsce. W Berlinie nie udało mi się wówczas dostrzec jakiegokolwiek przejawu recesji.


2009-08-28 1:04

Informacja czy dezinformacja?

Źródło: Bankier.pl/IAR

PKB USA spadł w II kwartale o 1 proc.


Produkt Krajowy Brutto USA spadł w drugim kwartale 2009 roku o 1,0 proc. - podał w czwartek Departament Handlu USA w kolejnym wyliczeniu.

Opublikowane dane były lepsze od oczekiwań analityków, którzy prognozowali, że wzrost gospodarczy w USA wyniesie –1,4%. Kwartał wcześniej wskaźnik ten osiągnął zanualizowaną dynamikę –6,4%.

Powyżej przytoczyłem początek informacji z serwisu Bankiera.pl

Mamy tu typowy przykład informacji, która dezinformuje.

Po pierwsze, komunikat NBER jest kolejnym szacunkiem tempa wzrostu PKB (a nie dynamiki), który nie różni się od poprzedniego, podanego 31 lipca.

Po drugie, komunikat sugeruje, że wskaźnik dla drugiego kwartału nie był “zanualizowany”, a wskaźnik dla pierwszego kwartału był “zanualizowany”.

Po trzecie, wypadałoby wyjaśnić, że konwencja liczenia tempa kwartalnej zmiany PKB w USA jest inna niż w Europie. W konwencji europejskiej podany wskaźnik dla USA oznacza spadek poziomu PKB o 0,3 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału.

Kwestie te wyjaśniałem wielokrotnie na łamach prasy i w tutejszym blogu. Jak widać, dziennikarzom IAR przydałoby się przeszkolenie. Serwisowi Bankiera.pl radziłbym staranniejszy dobór źródeł przytaczanych informacji.

PS. Wróciłem po miesięcznym urlopie. Jak tylko opędzę się z najpilniejszymi sprawami, napiszę tekst o moich wakacyjnych obserwacjach z perspektywy mikroekonomicznej dotyczących recesji w niezwykle ważnym kraju dla gospodarkiglobalnej. Obiecuję, że będzie kontrowersyjnie.