Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: czerwiec 2009

2009-06-30 18:04

Pesymiści powoli wymiękają

Fascynujące jest obserwowanie ewolucji prognoz gospodarczych dla Polski. Dotychczasowi pesymiści odpuszczają sobie i korygują w górę swoje prognozy. Największym znanym mi pesymistą jest Capital Economics przedstawiający się jako wiodący ośrodek badań makroekonomicznych w świecie (…one of the leading independent macro economic research consultancies in the world, providing research on the US, Europe, Asia and the UK…). W styczniu prognoza CE dla polskiego PKB wynosiła jeszcze +1 procent, by od marca wejść na silne pozycje negatywne –2,5 proc., w kwietniu i w maju okopać się na –3 proc. i zaskoczyć publiczność wytryskiem optymizmu w czerwcu prognozą –1,5 proc.

Nie zawracałbym bym czytelnikom bloga głowy CE, gdyby nie ich programowy pesymizm wobec naszego kraju, a także wymienienie prognoz tego ośrodka przez tygodnik The Economist przy omawianiu sytuacji gospodarczej Polski kilka tygodni temu.

Nie ukrywam, że denerwuje mnie niesprawiedliwe krakanie tego typu na temat gospodarki naszego kraju przez wiele ośrodków zagranicznych. Piszę na ten temat w gazetach i na tym blogu. Ciekawi mnie, jakie założenia doprowadziły autorów prognozy dla Polski na 2009 rok z CE do tak ponurego obrazu. Ciekawi mnie także, kiedy Komisja Europejska skoryguje swoją prognozę polskiego PKB na 2009 rok (-1,4 proc.), która, na dzisiaj, jest prawie tak samo pesymistyczna jak prognoza króla pesymistów, czyli Capital Economics.


2009-06-22 10:22

Słabną notowania Polski tylko w głowach analityków z Euler Hermes

Bankier.pl w swoim serwisie zamieścił za wortalem PRnews tekst pt. Słabną notowania ekonomiczne Polski autorstwa ekspertów z Euler Hermes. W tekście czytamy:

 

„Luka w finansowaniu zewnętrznym uległa pogłębieniu i w dużej mierze była pokrywana przez likwidację rezerw walutowych, które od połowy 2008 r. do końca pierwszego kwartału 2009 stopniały o 28%.”

 

Jest to typowy przykład braku dociekliwości, żeby nie powidzieć amatorszczyzny w interpretacji danych statystycznych. Na stronach internetowych NBP każdy może się dowiedzieć, że od końca 2007 roku NBP zajmuje się “bieżącym zarządzaniem płynnością aktywów rezerwowych”. W praktyce oznacza to zaciąganie krótkookresowych zobowiązań za granicą w celu korzystnego inwestowania pozyskanych środków, także za granicą. Tego typu operacja w konwencji bilansu płatniczego oznacza zwiększenie pozycji w statystyce bankowej „oficjalne aktywa rezerwowe” popularnie zwane rezerwami dewizowymi. Obrót tymi środkami jest dość szybki, zatem poziom rezerw dewizowych zmienia się również szybko.

 

Najważniejszą składową rezerw dewizowych decydującą o bezpieczeństwie ekonomicznym kraju jest tzw. foreign exchange, które między sierpniem 2008 roku a końcem maja 2009 roku zwiększyły się z 41,7 do 42,8 mld euro. Inaczej mówiąc rezerwy dewizowe o ile nie zwiększają się, to wykazują stabilny poziom.

 

Żeby tego było mało, “bieżące zarządzanie płynnością aktywów rezerwowych” oznacza także falujące zwiększanie poziomu zagranicznego zadłużenia Polski. Ten fakt z kolei miał pewien wpływ na konkluzje sławetnego listopadowego raportu banku JP Morgan w sprawie tzw. poduszki finansowej.

 

W tym wpisie wykorzystałem fragment mojego felietonu zamieszczonego 22 stycznia w Parkiecie pt. Pułapki bilansu płatniczego.

 

PS. Pozwoliłem sobie zmienić tytuł bloga po otrzymaniu wyjaśnień od spólki Euler Hermes. Dowiedziałem się między innymi, że przy opracowywaniu raportu posłużono się danymi IMF w dolarach i tylko danymi do końca I kwartału. Rzeczywiście, w danych IMF w pozycji foreign exchange nie oddzielono innych należności w walutach wymienialnych, co mogło sugerować spadek pozycji foreign exchange. Nie zmienia to jednak faktu, że konkluzja raportu Euler Hermes o likwidacji 28 procent polskich rezerw walutowych na potrzeby finansowania zewnętrznego była błędna. 


2009-06-15 9:45

Budżet i założenia makroekonomiczne

Założenia makroekonomiczne, a szczególnie wzrost PKB to najważniejsze wskaźniki decydujące o planowanych wydatkach i dochodów budżetu państwa. Kilkanaście lat porównywania założeń makroekonomicznych z ich rezultatami pozwala sformułować kilka prawidłowości.

 

Po pierwsze, z nielicznymi wyjątkami, założenia makroekonomiczne były wyważone, żeby nie powiedzieć konserwatywne. Jest to słusznie podejście, zwłaszcza, że założenia muszą być formułowane na pół roku przed rokiem budżetowym.

 

Po drugie, praktycznie nie zmieniano założeń makroekonomicznych w trakcie realizacji budżetu. Wynika to z potrzeby dokonania dość praco- i czasochłonnych przeliczeń. Bieżący rok jest pod tym względem wyjątkowy, stąd też zapowiadana na lipiec nowelizacja budżetu.

 

Po trzecie, przyjęcie bardziej pesymistycznych założeń sprzyja łatwiejszej realizacji budżetu. Szczególnego komfortu w wykonaniu zapisów ustawy budżetowej dostarcza założenie niższego (niż następuje w rzeczywistości) wzrostu PKB wraz z niskim wskaźnikiem inflacji. Oznacza to asekurację z dwóch stron. Z jednej prowadzi do ustalenia wydatków na odpowiednio niskim poziomie, a z drugiej przyczynia się do uzyskiwania wyższych dochodów. Podatki i inne opłaty dla fiskusa są w końcu funkcją poziomu produkcji z drugiej strony.