Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: grudzień 2008

2008-12-29 14:38

Spadające prognozy

Światowy kryzys finansowy zaczyna coraz bardziej odczuwalnie dotykać gospodarkę realną. Prognozowanie wzrostu gospodarczego z zastosowaniem modeli ekonometrycznych staje się trudne, gdyż surowe wyniki wymagają odpowiednich korekt z wykorzystaniem wiedzy eksperckiej. Tam, gdzie korekty takie nie są nanoszone prognozy odróżniają się optymizmem. W trakcie październikowej międzynarodowej konferencji badaczy koniunktury ekonometrycy zajmujący się gospodarką amerykańską mówili, że ich modele na ogół nie wskazują na nadchodzenie recesji.

 

Złe wieści z gospodarki amerykańskiej, pogarszanie się nastrojów a także kilka gorszych wskaźników makroekonomicznych dla Polski dotyczących listopada, wszystko to przyczyniło się do prawie powszechnego obniżania prognoz wzrostu gospodarczego w 2009 roku. Dziennik “Puls Biznesu” podał dziś prognozę wzrostu PKB o 1,7 proc., powstałą jako posumowanie ankietowania ekonomistów bankowych.

 

Odnoszę wrażenie, że ekonomiści bankowi wykazują większy pesymizm niż inni ekonomiści. Patrzą na gospodarkę z perspektywy sektora, który w bardzo specyficzny sposób odczuwa kryzys finansowy. Potwierdzeniem tej tezy są grudniowe wyniki tzw. konsensusu londyńskiego, w którym średni wzrost PKB szesnastu krajowych i zagranicznych ośrodków prognostycznych wynosi 2,8 proc. Jest to 0,6 pkt proc. mniej niż przed miesiącem i 1,2 proc. mniej niż przed dwoma miesiącami. Taki przypływ pesymizmu jest rzadkim przypadkiem.

 

Ciekawie przedstawiają się także prognozy dla wzrostu gospodarczego dla Stanów Zjednoczonych. Prognostycy są dość ostrożni i wstrzemięźliwi w głoszeniu pesymizmu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył w listopadzie październikową prognozę z +0,1 proc. do –0,7 proc. Panel ekspertów Economist Intelligence Unit prognozuje jednoprocentowy spadek amerykańskiego PKB (do niedawna była mowa o spadku o 0,2 proc.). Janusz Jankowiak podaje swoją prognozę (w dzisiejszej Gazecie Wyborczej) dwuprocentowego spadku PKB za Oceanem.

 

Moim zdaniem, prognoza EIU wydaje się, według stanu wiedzy na dzisiaj, najbardziej prawdopodobna. Podobnie jest z prognozą EIU dla Polski wynoszącą 2,9 proc.

 

PS. Szara strefa gospodarcza, zgodnie z europejską metodologią rachunków narodowych powinna być wliczana do wytwarzania PKB.  W przypadku krajów nadbałtyckich ich szybki wzrost w oststnich latach można przypisywać wielu czynnikom, choćby niewielkim rozmarom gospodarek, dużemu napływowi FDI per capita czy też głębokiej deregulacji. 


2008-12-18 18:14

Kilka wyjaśnień i życzenia

Otrzymuję ostatnio komentarze mało mi przychylne grające na jedną nutę, mianowicie porównujące wpisy i komentarze w moim blogu z wpisami i komentarzami w blogu Pana Piotra Kuczyńskiego. Przypisuje się mi jakieś kompleksy, uczucia zazdrości itd. Ze względów estetycznych usuwam taką twórczość. O popularność nigdy w życiu nie zabiegałem, nie zabiegam i nie zamierzam zabiegać, zwłaszcza na blogu. Zostawiam tę zabawę innym.

 

Wyjaśniam, że interesuje mnie wyłącznie pisanie tekstów eksperckich w sprawach, na których się znam i w których mam coś nowego do powiedzenia bądź skomentowania lub w kwestiach gospodarczych, które są bardziej lub mniej aktualne. Nigdy nie porywało mnie prowadzenie swoistego czatu – nie mam na to ani czasu ani ochoty i nie odpowiada to mojemu temperamentowi. Z tego też powodu ograniczam się do wpisów na blogu i niczego później nie komentuję.

 

Najwięcej mam do powiedzenia w sprawach makroekonomicznych i na nich się koncentruję. Jeżeli chodzi o uwagi z moich wpisów w sprawie opinii wyrażanych przez Pana Piotra Kuczyńskiego, to dotyczą one w y ł ą c z n i e  kwestii makroekonomicznych, niczego innego. Nie kwestionuję opinii odnoszących się do rynków kapitałowych z dwóch powodów. Po pierwsze, nie jest to moja dziedzina, a po drugie nie czytam ich. Mam natomiast wiedzę niszową o rynku kapitałowym, którą mam zamiar podzielić się w przyszłości z zainteresowanymi w innej formie niż blog.

 

Na zakończenie pragnę złożyć życzenia Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim czytelnikom mojego bloga, zarówno życzliwym mi, jak i wrogo nastawionym.


2008-12-17 18:48

Co najmniej jedno zdanie za daleko

Czasami czytam cudze blogi, zwłaszcza, jeżeli ujrzę coś interesującego w komentarzach do wpisów ekspertów. Zaciekawił mnie spór między internautą <kubą> a Piotrem Kuczyńskim w sprawie zdania PK: „dane makro cofają nas w wielu krajach o 20, 30 i nawet 50 lat.”

 

W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że to tylko polemika między zdezorientowanymi internautami, ale nie, Piotr Kuczyński rzeczywiście tak napisał! W polemice z <kubą> Piotr Kuczyński uprzejmie podaje jeszcze przykład: ” Historycznie niska ilośc rozpoczętych budów w USA”.

 

Kilka słów komentarza. Jeśli dobrze rozumiem, pod skrótem dane makro chodzi o dane makroekonomiczne. Niby drobiazg, ale warto być precyzyjnym. Ktoś mógłby pomyśleć, że chodzi o sklep o takiej nazwie lub o element programowalny w pakietach Microsoft Office. Moja ułomna wiedza ekonomiczna podpowiada mi, że dane makroekonomiczne to produkt krajowy brutto, produkcja przemysłowa, dochody ludności, inflacja, podaż pieniądza, saldo obrotów bieżących bilansu płatniczego i inne im podobne.

 

Piotr Kuczyński sugeruje zatem czytelnikom swojego tekstu, że wszystkie powyższe wskaźniki ekonomiczne w wielu krajach (PK podał na razie przykład dla USA) cofnęły się do poziomu roku 1958, 1978 lub w najlepszym przypadku do roku 1988. Przypominam dane makroekonomiczne (nie było mowy, że wybrane, jakieś tam, po prostu dane makroekonomiczne), takie jak PKB czy dochody ludności. Gdyby tak rzeczywiście było, to kryzys lat trzydziestych byłby pikusiem wobec katastrofy roku 2008. Nie ważne czy per capita czy ogółem.

 

Liczba (nie ilość) rozpoczynanych budów, to informacja branżowa, nie makroekonomiczna.

 

PS. Od kiedy nie odnoszę się do komentarzy internautów i je ręcznie akceptuję to:

  1. Mam więcej czasu dla siebie,
  2. Od czasu do czasu muszę odrzucić tekst z obraźliwymi sformułowaniami,
  3. Minęła mi ochota na pisanie dłuższych blogów,
  4. Swoje pomysły rozwijam teraz chętniej w artykułach prasowych,
  5. bankier.pl niektóre moje blogi umieszcza w swoim serwisie, i tam pod znajduję czasami, delikatnie mówiąc nie tyle krytyczne uwagi, co obraźliwe sformułowania pod swoim adresem. Na szczęście, jestem umieszczany w dobrym towarzystwie.

2008-12-12 0:32

PKB per capita w Unii: wiele się dzieje

Eurostat podał szacunki PKB na głowę (według parytetu siły nabywczej) w Unii i w jej europejskim otoczeniu w 2007 roku. Polska z 53 procentami średniej zajmuje mocne 25 miejsce w Unii, przed Rumunią i Bułgarią. W ostatnich dwóch latach zmniejszaliśmy dystans to tej średniej corocznie o jeden punkt procentowy. W tym samym czasie wyprzedziły nas Łotwa (55 proc. w 2007) i Chorwacja (54 proc.), nam nie udało się nikogo wyprzedzić. Krajom nadbałtyckim pomaga zmniejszanie się liczby ludności – Litwa w ciągu 2 lat zmniejszyła dystans do średniej unijnej z 53 do 60 procent, a Estonia z 61 do 68 procent. 2008 rok przyniesie zmiany, ale nie jest pewne, czy Polska ponownie znajdzie się przed tymi krajami.

W ostatnich dwóch latach duży postęp osiągnęła Czarnogóra (z 31 do 41 proc.). Kilka najbogatszych krajów zbliżyło się też do średniej, ale z drugiej strony. Islandia zmniejszyła swój PKB na głowę ze 130 do 119 procent średniej (pewnie częściowo za sprawą polskiej mniejszości), a Zjednoczone Królestwo ze 122 na 119 procent. Do krajów tracących nieco przewagę należały też m. in. Dania, Niemcy, Francja i Austria. Z kolei Hiszpania urosła ze 102 na 106 procent.


2008-12-09 20:31

Czym zajmuje się ekonomia?

Tytuł wpisu Roberta Gwiazdorskiego przypomniał mi pewne zdarzenie z połowy lat siedemdziesiątych. Byłem wtedy studentem ekonomii na pewnym uniwersytecie amerykańskim i pisałem test, chyba ze znajomości języka angielskiego, w którym znalazło się pytanie czym zajmuje się ekonomia. Pamiętałem z nauk pobranych w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, że tzw. ekonomia polityczna zajmuje się „badaniem stosunków produkcji” lub czymś w tym stylu. Oczywiście takiej odpowiedzi nie było w zestawie odpowiedzi na to elementarne pytanie.

 

Musiałem szybko wyszukać właściwą odpowiedź, którą było „gospodarowaniem zasobów, które pozostają w rzadkości”. Dzisiejsi studenci nie mieliby prawdopodobnie takich problemów.

 

Gdybym ja układał taki test, podsunąłbym oczywiście odpowiedź, którą poznałem na SGPiS (dziś SGH). Dobry test powinien zawierać trzy rodzaje odpowiedzi: a. Prawdziwą, b. Podchwytliwą, c. Nonsensowną.

 

Odpowiedzi nonsensowne do testów wymyślam sam, albo, gdy nie mam pomysłu, daję pytanie otwarte i przy sprawdzaniu testu znajduję szeroki repertuar odpowiedzi nonsensownych do testów w następnych semestrach. W czasach PRL uknuto ciągle aktualne powiedzenie „życie przerasta kabaret”.


2008-12-04 22:53

Minister, emeryci i euro

Rozumowanie ministra Rostowskiego z przemówienia sejmowego było, moim zdaniem, takie:

1. Poprzedni rząd (albo jeszcze poprzedni rząd) podejmuje decyzję o wejściu do strefy euro.

2. Polska jest w systemie ERM-2 (albo już w strefie euro).

3. Światowy kryzys finansowy nie doprowadza do osłabienia złotego.

4. Kurs wymiany złotego na euro przy mocniejszym złotym gwarantuje większą siłę nabywczą emerytom (i nie tylko emerytom) niż przy słabszym złotym.

5. Trzeba dodać milczące założenie, że po kryzysie finansowym złoty pozostanie słabszy niż przed jego początkiem, a właśnie wtedy będzie ustalany kurs euro/złoty do systemu ERM - 2.

6. Dowodu na fakt, że kryzys finansowy minimalnie dotknął kursu waluty, która była w systemie ERM-2 dostarcza Słowacja.

Konkluzja, że wcześniejsze wejście do strefy euro zwiększy siłę nabywczą dochodów emerytów jest zatem prawdziwa.


2008-12-02 19:12

Sześciolatki do szkół!

Zastanawia mnie opór rodziców, którzy sprzeciwiają się wprowadzeniu pomysłu obniżenia wieku rozpoczynania nauki przez dzieci w wieku 6 lat. Argumenty, jakie często słyszałem, to utracone dzieciństwo i nieprzygotowanie szkół.

Nie zgadzam się z taką argumentacją. Sądzę, że wielu dorosłych nie docenia inteligencji dzieci i bezmyślnie doprowadza je do niepotrzebnej infantylizacji. Czas stracony na pobyt w domu lub przedszkolu można z pożytkiem wykorzystać na rozpoczęcie edukacji. Dostrzegam analogię z wprowadzaniem euro w Polsce - czyżby ludzie  na zachodzie Europy potracili rozum decydując się na takie rzeczy jak wspólna waluta czy posyłanie do szkół sześciolatków.

Drugi argument też mnie nie przekonuje. W okresie niżu demograficznego polskie szkoły powinny dać sobie radę z większą liczbą dzieciaków.

Edukacja sześciolatków powinna też skutkować większą konkurencyjnością kraju w przyszłości. W końcu wcześniejsze wejście w edukację skutkowac będzie większa inteligencją. Zresztą już teraz w przedszkolach, jak się dowiaduję od młodszych kolegów, wprowadzają elemety zadań matematycznych.

Argument o skuteczniejszej edukacji przedszkolnej byłby słuszny, gdyby uczęszczanie do przedszkola było obowiązkowe, a z tego co wiem, to nie jest.