Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: wrzesień 2008

2008-09-21 0:07

Materiał dla Stanisława Tyma

„Otworzyliśmy się wysoko i rośliśmy do góry”, „zamknąć się na plusie”, „kłopoty globalnej ekonomii” – to tylko kilka cytatów z piątkowych (19 września) wypowiedzi i komentarzy redakcyjnych w telewizji TVN CNBC Biznes. Mój ulubiony satyryk Stanisław Tym, pewnie po kilku wieczorach słuchania wypowiedzi w żargonie analityków rynków kapitałowych ułożyłby bez trudu tekst satyryczny, który rozbawiłby do łez zwykłych zjadaczy chleba. Stanisław Tym dotychczas pastwił się, całkiem słusznie i z dużym powodzeniem, nad językiem używanym przez sprawozdawców sportowych. Myślę, że nadeszła pora na analityków giełdowych.

W PRL-u tygodnik „Przekrój” prowadził kącik pt. „humor z zeszytów szkolnych”, do którego nauczyciele przysyłali co ciekawsze sformułowania z wypracowań swoich uczniów. Dzisiaj bełkotliwe sformułowania padają w mediach z taką częstotliwością, że nawet ich przytaczanie nie robi na nikim wrażenia. Nie muszę dodawać, że celują w tym politycy z wszystkich opcji politycznych.

Zubażanie języka polskiego postępuje w zastraszającym tempie. Przyczynia się do tego między innymi niski poziom szkolnictwa średniego, praktyczny zanik egzaminów ustnych na studiach wyższych, wprowadzanie do mowy skrótów żywcem z sms-ów, a także brak troski o polszczyznę w niektórych mediach, zwłaszcza w mediach elektronicznych. Modne staje się stosowanie angielskiej składni, jak również bezkrytyczne wprowadzanie angielskich terminów do języka polskiego mimo tego, że istnieją polskie odpowiedniki.

Kilka lat temu znajomy szef domu maklerskiego opowiadał, że zatrudnia zdolnych absolwentów SGH, którzy znakomicie się spisywali w pracy. Problemem było tylko to, że nie byli oni w stanie niczego napisać po polsku, nawet prostej notatki służbowej. Okazuje się, że wielu ludzi zajmujących sie rynkiem kapitałowym ma także problemy ze zrozumiałym dla szerokiej publiczności wysławianiem się.


2008-09-14 21:45

Kontrowersja w Krynicy

Kolejny raz miałem okazję uczestniczyć w Forum Ekonomicznym w Krynicy. Odniosłem wrażenie, że było to najlepsze (od strony organizacyjnej) forum z czterech, w których brałem udział. Organizatorzy najwyraźniej wyciągnęli wnioski z błędów popełnianych w poprzednich latach i prynajmniej ja nie miałem powodów do narzekania. Byłem dość mało aktywny, wziąłem udział w 2 i pół seminariach tematycznych oraz przysłuchiwałem się dwóm sesjom plenarnym. Dla obu sesji plenarnych warto było przyjechać do Krynicy Zdrój mimo 7 godzin jazdy ponad 400 km z Warszawy drogami dwu i trzy-cyfrowymi.


W trakcie pierwszej, czwartkowej sesji z udziałem między innymi noblisty z 2006 roku Edmunda S. Phelpsa, Marka Belki i Grzegorza Kołodki padła teza o klęsce neoliberalizmu, czego przejawem miała być aktualna sytuacja w gospodarce amerykańskiej. Nikt tej tezy nie kontestował, aczkolwiek pytani przez moderatora dyskutanci raczej nie przewidywali kryzysu gospodarczego ani w świecie, ani tym bardziej w Polsce.

Druga sesja miała doborową obsadę trzech reformatorów z Europy Środkowej: Mikulasa Dzurindy, Leszka Balcerowicza i Lajosa Bokrosa. Leszek Balcerowicz wśród wielu poruszanych wątków stwierdził, że ostatnie wydarzenia w gospodarce Stanów Zjednoczonych w żadnym razie nie świadczą o krachu neoliberalizmu, lecz o krachu etatyzmu. Tutaj też nikt z dyskutantów nie podważał takiej tezy.

Leszek Balcerowicz bardziej mnie przekonał do swojej tezy niż dyskutanci z czwartku.