Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: marzec 2008

2008-03-10 6:57

Amatorska interpretacja amatorskiej ankiety

Z zażenowaniem i niesmakiem przeczytałem wpis Janusza Korwina-Mikke pod mylącym tytułem „Trochę statystyki…”. Nie chodzi o żadną statystykę, tylko o ankietę przeprowadzoną na niereprezentatywnej próbie 124 studentów głównie II roku SGH. Autor popełnia wiele błędów faktograficznych i logicznych, choć logika wydawała mi się do tej pory silną jego stroną.

Pierwszym błędem jest nazwanie statystyką wyników niereprezentatywnego badania ankietowego. Badania tego rodzaju powinny być przeprowadzane ze znajomością reguł sztuki. Nie można uogólniać rezultatów na zbiorowość studentów SGH na podstawie odpowiedzi tak małej próby osób z drugiego roku studiów, które nie ukończyły jeszcze kursu podstawowego. Coś statystyka nie ma zresztą szczęścia wśród ekspertów Blogbanku.

Podejście JKM do statystyki jest niekonsekwentne. Kiedyś stwierdził publicznie, że GUS należy rozpędzić, jako urząd niepotrzebny i szkodliwy, a papiery spalić na Polu Mokotowskim tańcząc wokół ogniska. Ten postulat byłby trudny do spełnienia, bowiem obecnie stosuje się już powszechnie zapis elektroniczny. Dalszą niekonsekwencją jest posługiwanie się wynikami niereprezentatywnej ankiety z zastrzeżeniem, że „w takich ankietach się kłamie”. Swoiste podejście do badań nie przeszkadza jednak JKM w podawaniu własnych ocen procentowych, jak rozumiem wyssanych z palca, o czym dalej.

Kolejnym błędem JKM jest przekręcenie nazwiska autora tekstu w miesięczniku studenckim SGH „Magiel”. Jest nim Michał Bors, a nie Borys.

http://www.magiel.waw.pl/artykul,404.html

JKM bezlitośnie pastwi się nad faktem, że spory odsetek studentów SGH dość słabo interesuje się ekonomią. Mnie taki rezultat nie dziwi i zakładam, że nikt tam nie kłamał, bo niby dlaczego miałby to robić. Po pierwsze, w dzisiejszej nowomowie nie wiadomo, co młodzi ludzie rozumieją pod pojęciem „ekonomia” (piszę o tym we wpisie Polszczyzna i gospodarka). Może myśleli, ze chodziło o gospodarkę. Jeżeli nawet poprawnie zrozumieli pytanie, to mogły interesować ich inne dyscypliny nauczane w SGH, takie jak zarządzanie, rachunkowość, marketing, stosunki międzynarodowe, bankowość itd. Nie mają one wiele wspólnego z ekonomią, mieszczą się natomiast w szeroko pojmowanych naukach ekonomicznych. Zupełnie inne byłyby odpowiedzi ankiety przeprowadzonej na reprezentatywnej próbie studentów Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Swój sąd wywodzę z doświadczeń z wieloletnich kontaktów z obiema uczelniami, gdzie zresztą jestem gościnnym wykładowcą.

JKM myli się bardzo pisząc, że „Polska byłaby o wiele zamożniejsza, gdyby iść na studia w wieku 17.tu lat otworzyli własne firmy lub poszli do roboty”. O zamożności (zdolnośći do wytwarzania wartości dodanej) decyduje wykształcenie pracujących. Gdyby porównać koszty studiów w SGH z korzyścią z posiadania wykształconych tysięcy absolwentów, to drugi czynnik przeważyłby szalę natychmiast. Otwarcie firmy w wieku 17 lat to pewne bankructwo najdalej po pół roku, biorąc pod uwagę poziom nauczania przedmiotu „przedsiębiorczość” w polskich szkołach średnich. Kolejny raz oświadczam, że wiem o czym piszę, bowiem aktywnie uczestniczyłem w międzynarodowym projekcie badawczym w sprawie skuteczności nauczania przedsiębiorczości w szkołach średnich. Zatrudnienie się bez wyższego wykształcenia powoduje uzyskiwanie wynagrodzenia poniżej średniego przez całe życie. Piszę oczywiście o średnim wynagrodzeniu osób bez wyższego wykształcenia. Najwyższe zarobki otrzymują osoby z wyższym wykształceniem (białe kołnierzyki) - jako jedyne powyżej tzw. średniej krajowej. Badania budżetów gospodarstw domowych pokazują także, że białym kołnierzykom powodzi się lepiej niż osobom prowadzącym działalność gospodarczą na własny rachunek.

Na koniec jeszcze jeden komentarz. JKM pisze, że „90% kobiet idzie na studia po to, by znaleźć męża”. Szowinista roku (według plebiscytu „Wysokich Obcasów” z 8 marca 2008 r.) prawdopodobnie nie może pogodzić się z tym, że kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn. Jak wytłumaczyć takie fakty, że wiele kierunków studiów jest silnie sfeminizowanych? Dlaczego kobiety tłumnie nie walą na studia techniczne, wojskowe, policyjne itd.? Około połowy studentów stanowią studiujący zaocznie. Wśród tych osób zdecydowana większość to mężatki. Wobec tego 90 procent studentek nie może kierować motywem zamążpójścia. Oczywistym i najważniejszym czynnikiem skłaniającym do podejmowania studiów jest dążenie do lepszego statusu majątkowego. Nie twierdzę, że motyw zamążpójścia nie ma miejsca, ale w znacznie mniejszym zakresie, niż twierdzi JKM.