Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: luty 2008

2008-02-17 21:19

Kolekcjonerzy i biznes

 

Dużo zamieszania w kraju spowodowała aukcja kolekcji listów Poczty Powstania Warszawskiego przeprowadzona w Niemczech. Elementem tego zamieszania, jak zresztą wielu innych nieporozumień i szumów medialnych, była ignorancja mediów prowadząca do wygłaszania z gruntu fałszywych opinii. Słyszało się o skandalu, wyrażano oburzenie, że ktoś wywoził z Polski pamiątki narodowe, sugerowano, że to Niemcy przywłaszczyli sobie listy powstańcze. Publiczność była zupełnie zdezorientowana i w efekcie mnożono wyrazy oburzenia.

Tymczasem, okazało się, że ktoś latami kupował eksponaty do kolekcji. W wielu miastach polskich mają miejsce tzw. giełdy filatelistyczne, na których handluje się walorami filatelistycznymi. Oprócz znaczków przedmiotem handlu są też między innymi całości pocztowe, czyli głównie koperty opatrzone znaczkami (lub nie) i pieczątkami pocztowymi. Można nabyć listy z Obozu Koncentracyjnego w Auschwitz, listy z poczt wojskowych z wielu wojen, np. wojny polsko – bolszewickiej, listy z polskich wojsk współcześnie biorących udział w misjach pokojowych i innych.

Oczywiście, na giełdzie filatelistycznej działa prawo podaży i popytu. Najcenniejsze są rzadkie i autentyczne walory. Do takich należą całości pocztowe z Powstania Warszawskiego. Wyobrażam sobie trud włożony w budowanie zbioru Poczty Powstańczej. Znane są mi też ceny, jakie się płaci za takie walory. Tworzenie kolekcji wymagało setek, a może tysięcy wizyt na giełdach filatelistycznych. Były też próby uzyskania walorów od rodziny, znajomych i obcych ludzi, dla których walory te przedstawiały większą wartość materialną niż sentymentalną.

Pewnego dnia z jakiejś przyczyny właściciel zbioru postanowił go spieniężyć. Jego prawo. Najlepszym miejscem na transakcję jest oczywiście renomowany dom aukcyjny. W Niemczech można uzyskać najlepszą cenę. Prawdopodobnie tam też aktualnie mieszka właściciel zbioru.

Zainteresowanie nabyciem zbioru przez Muzeum Powstania jest zrozumiałe. Jestem przekonany, że w posiadaniu mieszkańców Warszawy rozproszonych jest wiele walorów, z których można by zbudować wspanialsze kolekcje niż ta, która narobiła tyle zamieszania. Rzecz w tym, że dla wielu osób listy z Powstania stanowią niezwykle cenne pamiątki, których nie pozbędą się za żadne pieniądze. Trzeba to uszanować. Tym większa zasługa kolekcjonera, lub może jego spadkobiercy, że zdecydował się na wystawienie kolekcji na aukcji. Myślę, że kolekcja ta musiała trafić do Muzeum. Jestem przekonany, że media zostały tu wykorzystane w sposób instrumentalny.