Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: styczeń 2008

2008-01-31 15:47

Kilka uwag o Przeglądzie Finansowym

Kilka dni temu pewien nerwowy Internauta usiłował namówić mnie do napisania sprostowania w błahej sprawie do „Przeglądu Finansowego”. Tego samego dnia poczta dostarczyła papierową wersję tego tygodnika wydawanego przez bankier.pl z 20 stycznia br. Pomyślałem sobie, że podz.ielę się z Państwem swoimi spostrzeżeniami z lektury. Nie będzie to recenzja, tylko luźne uwagi.

Pierwszym wrażeniem jest logika portalu w konstrukcji tygodnika. Ma miejsce podział na segmenty tematyczne, bądź rubryki. O ile wydawcy nie zabraknie konsekwencji, to jest to znakomity sposób na przyciąganie czytelników, którzy szukają uporządkowanych informacji.

Podtytuł tygodnika brzmi: Twój pakiet informacji, Twoja strategia, Twój sukces. Najbliższy prawdy jest tylko pierwszy człon podtytułu. O strategii wiele w tygodniku nie ma, a na sukces z pewnością sama lektura tygodnika nie wystarczy. Najwidoczniej podtytuł wymyślił ambitny absolwent marketingu.

Dobrym pomysłem jest zamieszczanie artykułów problemowych pisanych przez członków zespołu redakcyjnego.

Numer 3 (9) PF zawiera dodatek pod nazwą “numer specjalny” z artykułami prezesów ważnych instytucji finansowych. Większość tekstów czyta się z przyjemnością, gdyż poruszają one istotne problemy czy zjawiska. Trafił się jednak jeden tekst, który jest nachalną promocją firmy. Nie będę wymieniał nazwy tej kontrowersyjnej firmy, która znana jest głównie z dyskusji nad sposobem sprawowania nad nią nadzoru i pewnych uprzywilejowań wobec konkurencji.

Dyskusyjnym pomysłem jest zamieszczanie w PF fragmentów blogów z blogbanku. Powstaje swoisty zamknięty krąg wzajemnego odsyłania się. Żeby jeszcze była większa rozmaitość blogów…

Na koniec kilka uwag o stronie formalnej PF. Tabelki pojawiające się na kolejnych stronach nie zawsze mają wyczerpujące objaśnienia. Nie wiadomo, jakiego okresu dotyczą zmiany notowań spółek (str. 2). Pewnie tygodnia, ale którego? Trzeba się domyślać. Nazwy indeksów są zniekształcane. Mamy mWIG40, a nie MWIG40 (mWIG40 jest zresztą prawem chronionym znakiem towarowym GPW). Nie jest podawane źródło danych. Autorzy zewnętrzni piszą poprawnie Internet przez duże I. Redakcja upiera się przy małym i. Czasami pojawia się irytujący błąd ortograficzny braku spacji miedzy rokiem i r. (str. 7). Po mld nie stawia się kropki (str. 9). Proc. przeplata się z %. Przypomina to bałagan pojawiający się w pracach licencjackich przed ich zatwierdzeniem przez promotora. Tygodnik najwyraźniej przeżywa okres trudnego niemowlęctwa, albo oszczędza na etacie korektora.


2008-01-20 18:09

Polszczyzna i gospodarka

Miałem szczęście uczęszczać do dobrej szkoły średniej - a to jest, moim zdaniem, fundament wyższego wykształcenia - gdzie nauczono mnie poprawnie mówić i pisać po polsku. Z tego powodu odczuwam niesmak, kiedy język polski jest kaleczony w mediach. Pomijam już wypowiedzi rolników ubranych jak słupy graniczne przed dołączeniem Polski do strefy Schengen. Były koordynator służb z upodobaniem informuje do dzisiaj, cytuję, „ja tego nie rozumie”. Myli trzecią osobę z pierwszą.

Politycy z AWS mają ogromne zasługi w rozpowszechnieniu niepoprawnej odmiany liczebników porządkowych. Mówili konsekwentnie, cytuję, „w roku dwutysięcznym pierwszym”. Nie nauczono ich w szkołach, że w liczebnikach odmienia się tylko ostatnią cyfrę. Po roku dwutysięcznym był rok dwa tysiące pierwszy itd. Tak jak po roku setnym jest rok sto pierwszy, a nie setny pierwszy.

Ludzie mają problemy w posługiwaniu się terminologią ekonomiczną. Zamiast słowa „gospodarka” używają słowo „ekonomia”. Bierze to się stąd, że po angielsku gospodarka to „economy” (a ekonomia to „economics”). Rozśmieszają mnie tytuły prasowe typu „słabnie ekonomia amerykańska”. Niekwestionowane zasługi na polu tego zamieszania językowego ma dziennik „Rzeczpospolita”, który swoje strony gospodarcze zatytułował „Ekonomia i rynek”. Pewnie gospodarka liczy zbyt dużo liter. W ślady Rzepy poszły też niektóre inne gazety, choć nie wszystkie.

Prym w niewłaściwym stosowaniu terminologii ekonomicznej wiodą opisywani już w moich poprzednich blogach różni przyuczeni ekonomiści. Mylą cyfry z liczbami. Polską walutę „złoty” określają mianem monety jednozłotowej. Na PKB mówią produkt wewnętrzny brutto (niefortunne tłumaczenie z niemieckiego bądź francuskiego) albo nadają mu rodzaj nijaki „PKB będzie rosło”. Mylą tempo wzrostu z dynamiką wzrostu. Chyba nie końca wiedzą czym są prognozy makroekonomiczne, gdyż piszą o „stawianiu prognoz” (!?) i o „stopie bezrobocia na wysokości x procent”.

Nie mam zamiaru kontynuować wyliczanki błędów językowych i rozczulających ignorancją niby-fachowych sformułowań. Chcę tylko zwrócić uwagę na to niepokojące zjawisko.