Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: grudzień 2007

2007-12-20 15:07

Rok na blogu

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku zaproponowano mi uczestnictwo w blogu bankiera.pl, propozycję przyjąłem z entuzjazmem. Po roku mam mieszane uczucia, a mój entuzjazm wygasł. Powodów jest kilka. Pierwszym są niewybredne wycieczki osobiste niektórych osób oraz wulgaryzmy, Doszło do tego, że kilka wpisów musiałem usunąć. Robiłem to z niesmakiem, jednak chciałem oszczędzić przykrości osobom czytającym komentarze. Na szczęście, wraz z upływem czasu malało natężenie agresji. Drugim powodem jest często bardzo niski merytoryczny poziom komentarzy, a moje uwagi spotykają się z agresją. Były i wyjątki, polemizowałem w niezwykle kulturalny sposób z pewnym zagorzałym przeciwnikiem waluty euro w Polsce. Mimo dzielących nas skrajnych poglądów dyskusja była przyjemnością. Po trzecie, nawet jak poruszałem istotne sprawy, wysuwane na forum publiczne po raz pierwszy, to nie spotykało się to z zainteresowaniem.
W rezultacie, przez rok napisałem 20 blogów w 16 kategoriach i otrzymałem 249 komentarzy. Tematyka blogów była w miarę różnorodna. Najwięcej, 9 wpisów opatrzyłem kategorią wiedza, 7 przypadło na statystykę i 6 na PKB. Moje drążenie spraw statystycznych wynika z faktu, że często używa się jej w sposób zmanipulowany. Jestem statystykiem praktykiem i teoretykiem. Studiowałem na Wydziale Finansów i Statystyki. Pracowałem w GUSie wiele lat, poczynając od praktykanta, kończąc jako szef urzędu. Wykładałem statystykę na uczelniach. Mam w tej dziedzinie doświadczenie międzynarodowe: ONZ, Bank Światowy a ostatnio Eurostat. Jeżeli pewien blogowicz wlicza fundusze unijne do PKB, to trudno nie zareagować i wyjaśnić, że fundusze unijne to odpowiednik wartości globalnej, a nie wartości dodanej i wliczanie ich do PKB jest bez sensu. Nad taką “wiedzą” statystyczną i ekonomiczną trudno przejść do porządku dziennego.

Uprawiam również zawód ekonomisty. Pracowałem w instytutach badawczych, a na wielu uczelniach miałem przyjemność prowadzić wykłady autorskie. Nie lubię klepać wykładów kursowych czy teoretycznych, moją specjalnością jest ekonomia stosowana. Razi mnie poziom wiedzy ekonomicznej w kraju i daję temu wyraz przytaczając przykłady wzięte z życia. Za to byłem najczęściej atakowany przez blogowiczów na początku roku. Sprawę tę pozostawiam bez komentarza. Czuję się tak samo, jak kiedyś w hipotece warszawskiej w czasie remontu. Jak wiadomo, jest to urząd prawie jak z Franza Kafki. Otóż w informacji przy wejściu uzyskałem numer pokoju, którym mogłem załatwić swoją banalną sprawę. Po odstaniu pół godziny okazało się, że informacja była z wczoraj, a sprawę załatwia się gdzie indziej. Wychodząc z budynku chciałem powiadomić o tym informatorkę. Spotkałem się z agresją z jej strony (urzędnik rzadko przyznaje się błędu) i ze strony kolejkowiczów. Moja empiria nikogo nie interesowała. „A dajcie się deinformować na własne życzenie, frajerzy” - pomyślałem.

Dzisiejszy blog jest niemerytoryczny, na co pozwalam sobie tylko z okazji rocznicy i z faktu, ze jestem chory i nie mogę wychodzić z domu.

Na zakończenie pragnę złożyć życzenia Wesołych Świąt wszystkim blogowiczom, włączając również tych, którzy nie przepadają za moją skromną osobą.


2007-12-06 17:39

O szacunek dla statystyki

Jestem ekonomistą i statystykiem. Czuję się w obowiązku zwracać uwagę na niewłaściwe posługiwanie się danymi statystycznymi, co bardziej dosadnie można określić manipulowaniem. Znam wiele przypadków podawania zmyślonych danych, ale równie niewłaściwe jest podważanie danych statystycznych, jeżeli nie potwierdzają czyjejś tezy.

Czytam blog Piotra Kuczyńskiego pod spolszczonym przeze mnie tytułem „Nie tęsknię za życiem po amerykańsku” i widzę nieuprawnione naginanie danych statystycznych do różnych tez. Zacznijmy od stwierdzenia.

w Europeid wzrost kręci się koło 2,5 procent PKB, ale jaka jest pewność, że w USA w tym roku będzie więcej? W przyszłym w USA gospodarka rozwijać się będzie wolniej….

Nie ma pewności, ale to o niczym nie świadczy. W ostatnich dziesięcioleciach gospodarka USA rosła znacznie szybciej niż europejska. Ilustruje to fragment rocznika statystycznego Eurostatu:

http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-CD-06-001-06/EN/KS-CD-06-001-06-EN.PDF

Rysunek 6.3, strona 154

Kolejny fragment:…Ostatnie dane mówią o stopie bezrobocia w strefie euro na wysokości 7,2 procent, a w USA 4,7 proc. Tyle tylko, że w USA inaczej się liczy bezrobocie. Wystarczy, że przepracuje się kilka godzin w tygodniu i już zalicza się do pracujących. Gdyby liczono je po europejsku to stopa bezrobocia byłaby bliska 9 procentom….

Według standardów ILO (Międzynarodowej Organizacji Pracy) do bezrobotnych nie zalicza się osób, które przepracowały  więcej niż jedną godzinę w tygodniu i otrzymały za to wynagrodzenie. Według tej definicji oblicza się stopę bezrobocia w badaniu BAEL w Polsce i w innych krajach europejskich.

Nic nie upoważnia pod podważania poprawności obliczania amerykańskiej stopy bezrobocia.

Mam natomiast zastrzeżenia do porównywalności stóp ubóstwa. W Polsce istnieje co najmniej pięć definicji stóp ubóstwa. Gdyby w USA zmniejszały się realne przychody (raczej dochody) ludności, co zostało zasugerowane, to bylibyśmy świadkami jeżeli nie rewolucji, to na pewno emigracji do Europy, gdzie z powodzeniem od siedmiu lat realizuje się Strategię Lizbońską przewidującą dogonienie gospodarki USA już na wyciągnięcie ręki.

Nie mam zamiaru polemizować w innych sprawach niż interpretacja danych statystycznych. Dodam tylko, że jako student - stypendysta na uczelni amerykańskiej nie mogłem wyjść z zazdrości, ile to wolnych dni mają tamtejsi mieszkańcy. Jeżeli nie Święto Dziękczynienia (praktycznie 5 wolnych dni), to przypadające w poniedziałki urodziny prezydentów i inne okazje.

Zachęcam zainteresowanych do empirycznego testowania życia po amerykańsku: przy słabym dolarze jeżeli nie wakacje w Stanach, to na pewno zakupy przez Internet.