Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: wrzesień 2007

2007-09-28 11:19

Mit o euro raz jeszcze

Z uwagą śledzę dyskusję w sprawie wprowadzenia euro w Polsce. Nigdy nie ukrywałem, że jestem za. Wiele na ten temat napisano, przeprowadzono poważne badania i jako ekspert gospodarczy nie mam wątpliwości, że pozytywne strony pokazują większe korzyści, a negatywy nie są szczególnie groźne, jeżeli tylko nastąpi synchronizacja cykli koniunkturalnych.

O najpopularniejszym micie, jakim jest rzekomy wpływ wprowadzenia euro na wzrost inflacji pisałem na tym blogu w styczniu. Poniżej przytaczam obszerny fragment tamtego bloga.

„Dane statystyczne pokazują, że wprowadzenie wspólnej waluty miało śladowy wpływ na inflację. Analizy Eurostatu, biura statystycznego Unii dowodzą, że tzw. efekt euro, czyli „czysty” wpływ zmiany waluty w roku 2002 (euro w obiegu) był odpowiedzialny za wzrost inflacji zaledwie o 0,12 - 0,29 proc. ze wzrostu cen o 2,3 proc.Eurostat wyjaśnia też, skąd bierze się przekonanie zwykłych ludzi o gwałtownym wzroście cen z powodu euro. Mamy tu do czynienia z postrzeganiem inflacji przez pryzmat cen najczęściej kupowanych towarów o niskich cenach: piwo w lokalu, kawa, gazeta. Rzeczywiście, Eurostat potwierdza szybszy wzrost cen takich towarów niż wynosił wskaźnik inflacji. Rzecz jednak w tym, że inne składniki koszyka inflacyjnego drożały wolniej lub wręcz taniały. Ludzie przyjmują z radością obniżanie cen i szybko o tym zapominają, natomiast głośno wyrażają zniecierpliwienie, kiedy następuje ich wzrost.Komisja Europejska przeprowadza wśród społeczeństw krajów członkowskich badania postrzegania inflacji. Okazuje się, że po wprowadzeniu euro w 12 krajach postrzeganie inflacji okazało się znacznie większe od inflacji notowanej przez statystyków. Do chwili wprowadzenia euro inflacja postrzegana pokrywała się z inflacją rzeczywistą. Można to porównać do odczuwania niższej temperatury niż wskazuje termometr, kiedy przy lekkim mrozie wieje zimny wiatr. Prezenterzy prognoz pogody niejednokrotnie mówią o temperaturze faktycznej i odczuwanej.”

Rozczulają mnie argumenty typu znajomy Holender czy Włoch mówi, że koszula, kawa i pizza podrożały kilkakrotnie. W Warszawie widziałem koszulę do krawata z długim rękawem za 20 zł i za 250 zł, a podejrzewam, że są jeszcze droższe. Jeżeli codzienne obserwacje Hansa, Giovanniego czy Pierre’a mają być argumentem w dyskusji podważającym dane statystyczne, to dziękuję za taką argumentację i za taką dyskusję. Czy przypadkiem Hans, Giovanni i Pierre nie zauważyli o ile, po wprowadzedni euro, wzrosła siła nabywcza ich dochodów w Stanach Zjednoczonych?

 


2007-09-08 17:26

Sen o potędze

Propaganda sukcesu uprawiana za czasów PRL wmawiała społeczeństwu, że Polska jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Fakt ten był wspierany prymitywną manipulacją statystyczną polegającą na zastosowaniu niewłaściwego kursu walutowego. Od zaniku PRL-u minęło kilkanaście lat budowy, praktycznie od podstaw, gospodarki rynkowej, w której kurs walutowy ustala rynek. Taka sytuacja pozwala na określenie w obiektywny sposób potencjału gospodarczego kraju. Potencjał ten mierzony jest wartością produktu krajowego brutto, jaki kraj tworzy w ciągu roku.

Rynkowa weryfikacja potencjału gospodarczego Polski pokazuje, że jesteśmy 24. największą gospodarką świata (na 183 sklasyfikowane) przy zastosowaniu kursu wymiany oraz 23. największą gospodarką przy zastosowaniu metody parytetu siły nabywczej. W pierwszym przypadku wartość PKB wynosi 303 mld dolarów (23. Austria 306, a 25. Norwegia 296 mld dolarów), w drugim wartość PKB wynosi 528 mld dolarów (22. Holandia 533, a 24. RPA 521 mld dolarów). Przypisywane nam w czasach PRL dziesiąte miejsce zajmują obecnie Indie przy metodzie kursu walutowego (806 mld dolarów) i Rosja (1553 mln dolarów) przy zastosowaniu metody parytetu siły nabywczej.

Wskaźnik HDI (Human Development Index) określający jakość życia w krajach (PKB per capita, długość życia, poziom wiedzy) plasuje Polskę na 37. pozycji (między Argentyną i Bahrajnem). Udział Polski w eksporcie światowym daje nam 32/33 pozycję wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W eksporcie dóbr jesteśmy na 30. miejscu (poziom Indii i Indonezji), a w eksporcie usług i dochodów na 36. miejscu (poziom Brazylii).

Polska osiągnęła 18. największy deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego (poziom Irlandii), a rezerwy dewizowe stawiają nasz kraj na 23. miejscu (blisko Australii i Libii). Zadłużenie zagraniczne Polski (wobec nierezydentów spłacane w walutach obcych) na poziomie nieomal 100 mld dolarów czyni nas 10. największym dłużnikiem świata.

Możemy się poszczycić 35. największą kapitalizacją rynkową (spółek krajowych) giełd i 28. miejscem pod względem największego rocznego przyrostu kapitalizacji spółek giełdowych (po przeliczeniu na dolary) w latach 2001-2006. Polska znajduje się dwa razy w światowych top ten, czyli wśród dziesięciu największych producentów światowych artykułów rolnych i surowców: węgiel (8.) i miedź (9.).

Przedstawiony tu krótki przegląd pozycji Polski, zaczerpnięty z Pocket Word in Figures, 2008 Edition, The Economist, pokazuje, że spełnienie snu o potędze Polski w świecie wymagać będzie wiele czasu.