Mit o euro raz jeszcze
Z uwagą śledzę dyskusję w sprawie wprowadzenia euro w Polsce. Nigdy nie ukrywałem, że jestem za. Wiele na ten temat napisano, przeprowadzono poważne badania i jako ekspert gospodarczy nie mam wątpliwości, że pozytywne strony pokazują większe korzyści, a negatywy nie są szczególnie groźne, jeżeli tylko nastąpi synchronizacja cykli koniunkturalnych.
O najpopularniejszym micie, jakim jest rzekomy wpływ wprowadzenia euro na wzrost inflacji pisałem na tym blogu w styczniu. Poniżej przytaczam obszerny fragment tamtego bloga.
„Dane statystyczne pokazują, że wprowadzenie wspólnej waluty miało śladowy wpływ na inflację. Analizy Eurostatu, biura statystycznego Unii dowodzą, że tzw. efekt euro, czyli „czysty” wpływ zmiany waluty w roku 2002 (euro w obiegu) był odpowiedzialny za wzrost inflacji zaledwie o 0,12 - 0,29 proc. ze wzrostu cen o 2,3 proc.Eurostat wyjaśnia też, skąd bierze się przekonanie zwykłych ludzi o gwałtownym wzroście cen z powodu euro. Mamy tu do czynienia z postrzeganiem inflacji przez pryzmat cen najczęściej kupowanych towarów o niskich cenach: piwo w lokalu, kawa, gazeta. Rzeczywiście, Eurostat potwierdza szybszy wzrost cen takich towarów niż wynosił wskaźnik inflacji. Rzecz jednak w tym, że inne składniki koszyka inflacyjnego drożały wolniej lub wręcz taniały. Ludzie przyjmują z radością obniżanie cen i szybko o tym zapominają, natomiast głośno wyrażają zniecierpliwienie, kiedy następuje ich wzrost.Komisja Europejska przeprowadza wśród społeczeństw krajów członkowskich badania postrzegania inflacji. Okazuje się, że po wprowadzeniu euro w 12 krajach postrzeganie inflacji okazało się znacznie większe od inflacji notowanej przez statystyków. Do chwili wprowadzenia euro inflacja postrzegana pokrywała się z inflacją rzeczywistą. Można to porównać do odczuwania niższej temperatury niż wskazuje termometr, kiedy przy lekkim mrozie wieje zimny wiatr. Prezenterzy prognoz pogody niejednokrotnie mówią o temperaturze faktycznej i odczuwanej.”
Rozczulają mnie argumenty typu znajomy Holender czy Włoch mówi, że koszula, kawa i pizza podrożały kilkakrotnie. W Warszawie widziałem koszulę do krawata z długim rękawem za 20 zł i za 250 zł, a podejrzewam, że są jeszcze droższe. Jeżeli codzienne obserwacje Hansa, Giovanniego czy Pierre’a mają być argumentem w dyskusji podważającym dane statystyczne, to dziękuję za taką argumentację i za taką dyskusję. Czy przypadkiem Hans, Giovanni i Pierre nie zauważyli o ile, po wprowadzedni euro, wzrosła siła nabywcza ich dochodów w Stanach Zjednoczonych?