Raport z krainy autostrad
Właśnie wróciłem z bardzo udanych wakacji w krainie autostrad – czyli w Holandii, Francji i Niemczech. Była to moja pierwsza podróż samochodem do Europy Zachodniej od dziesięciu lat. Przeżyłem dwa wstrząsy, pierwszy po przekroczeniu granicy z Niemcami, drugi po powrocie do kraju. W obu przypadkach chodzi o stan dróg, tam autostrad, tu zatłoczonych dróg krajowych i niby-autostrad.
Jeszcze na terytorium Polski znajduje się początek autostrady niemieckiej koło Zgorzelca. Jest to nowoczesna trzypasmowa droga, na której bezpiecznie osiągałem pułap szybkości swojego auta. Cóż za kontrast z polską A4 za Wrocławiem, która jest tak naprawdę zmodernizowaną autostradą poniemiecką: dwa pasy bez pobocza oraz zatoki co kilkaset metrów. Tak wyglądają tylko niektóre fragmenty starych autostrad w Niemczech Zachodnich i ostatni fragment autostrady E30 przed Świeckiem.
Rajem dla kierowców okazała się Holandia. Dziesiątki nowoczesnych, darmowych, szerokich i wspaniale oznakowanych autostrad. Trudno zabłądzić i łatwo wszędzie dotrzeć. Obok znajdują się drogi krajowe o średnim natężeniu ruchu. Słuchanie CD w aucie co pewien czas przerywały tylko komunikaty radiowe o pojawiających się czasami zatorach drogowych.
Wjazd do Polski okazał się koszmarem. Między Świeckiem a dojazdem do A2 sunąłem po nowej nawierzchni zwykłej wąskiej drogi w szeregu TiRów, aut z przyczepami i samochodów osobowych. Za wsią Koryta miała miejsce katastrofa drogowa: zderzyły się dwa TiRy i dwa auta osobowe, jedno z nich spaliło się doszczętnie. TiR stanął w poprzek drogi. Utworzyły się niewyobrażalnie długie korki. Po dwóch godzinach postoju znalazłem miejscowego osobnika po kilku piwkach, który za 20 złotych przeprowadził moje auto przez las i cały zator. Przypuszczam, że odblokowywanie drogi trwało dobrych kilka godzin. Mój przewodnik twierdził, że w miejscu oznaczonym jako „czarny punkt” bardzo często dochodzi do takich wydarzeń.
Dopiero 200 m przed autostradą A2 pojawiły się informacje o niej. Nie znajduję powodów do narzekania na autostradę. Dobre wrażenie robią oświetlone rozjazdy. Kłopot zaczyna się po zjechaniu z niej. Kolejny etap jazdy po wąskich drogach lokalnych, słabo oznakowanych. Odcinek remontowanej drogi między Łowiczem a Skierniewicami to istny horror, nawierzchnia jak po przejściu tornada.
W czasie jazdy nasuwały mi się różne refleksje:
- Brak autostrad stawia nas w sytuacji kraju zacofanego cywilizacyjnie o niskiej jakości życia,
- Skoro krajowca przywykłego do realiów trafia szlag, to co czują cudzoziemcy, którzy praktycznie od zawsze jeżdżą po porządnych drogach,
- Dlaczego władze od lat dopuszczają do odkładania budowy autostrad na dalszy plan działań koncentrując się na aborcji, becikowym, senioralnym, lustracji, mundurkach szkolnych, komisjach śledczych, wcześniejszych emeryturach dla górników i budżetówki i wielu podobnych sprawach bez wpływu na poprawę jakości życia.