Pokolenie Internetu
Włosy stają dęba na głowie po ujawnianiu kolejnych informacji o okolicznościach tragicznego wypadku niedaleko Grenoble. 22-letni kierowca prowadził autokar zdając się na nawigację satelitarną w systemie GPS. Onet.pl pisze: „Śledczy badają hipotezę, że kierowca bezgranicznie ufał systemowi nawigacji GPS, który wskazywał mu trasę, którą pojechał jako krótszą i bardziej prostą do Grenoble.” Takie podejście do rzeczywistości jest typowe dla młodych ludzi wychowanych w epoce Internetu. Dla nich nie istnieje nic, czego nie ma w Internecie. Zdrowy rozsądek zaczyna być wypierany przez współczesną technikę.
Kontakty ze studentami szkół ekonomicznych potwierdzają powyższe spostrzeżenia. Niektórzy studenci zamiast z zalecanych podręczników uczą się do egzaminów korzystając z Wikipedii. Stwarza to różne zagrożenia. Jednym jest spłycenie wiedzy, innym przyswojenie sobie informacji wątpliwej jakości. Miałem wątpliwą przyjemność recenzowania prac magisterskich pisanych i z ubolewaniem stwierdzam, że powołania na źródła internetowe wypierają powołania na źródła pisane. Te źródła często są też cytowane za Internetem. W skrajnych przypadkach taka sytuacja grozi zamianą procesu studiowania na umiejętność szperania w Internecie. Tymczasem w Internecie nie ma ambitnych podręczników akademickich.
Znajomy szef domu maklerskiego opowiadał mi o swoich młodych pracownikach, bezpośrednich uczestnikach operacji giełdowych. Nie mógł wyjść z podziwu dla ich kompetencji, skłonności do ryzyka itd. Z jednym miał tylko kłopot. Stwierdził, że w ogóle nie potrafią pisać. Działają oni tylko w konwencji przypominającej pismo obrazkowe albo komiks. Trudno się temu dziwić, w trakcie studiów, na których przeważają egzaminy testowe. Praktycznie nikt od nich nie wymaga pisania tekstów lub wymaga szczątkowo. O umiejętności pisania decyduje, zresztą zawsze tak było, jakość szkoły średniej.
Osobiście jestem gorącym zwolennikiem Internetu i nowinek technicznych, ale równocześnie jestem jeszcze większym zwolennikiem zdrowego rozsądku.