W gazecie stoi napisane
Do południa tematem dnia po długim weekendzie święta Bożego Ciała była informacja z czołówki „Dziennika”, podparta autorytetem The Wall Street Journal, że Parlament Europejski proponuje ustalenie minimalnego miesięcznego wynagrodzenia w krajach Unii na poziomie 600 euro, czyli 2300 złotych, a czas pracy ma być skrócony. Potem, w ciągu dnia okazało się, że wynikło jakieś nieporozumienie i jakoby sprawy nie ma.
Sprawa jest i jest ona poważna.
Po pierwsze, gazeta codzienna „Dziennik” okazała się pismem niepoważnym, które naraziło na szwank swoją reputację i reputację innych gazet. Nie wszyscy dowiedzieli się o nieporozumieniu, a wiele osób bezgranicznie wierzy słowu pisanemu. Ciekawe, kto teraz uwierzy w kolejne rewelacje „Dziennika”.
Po drugie, wypuszczono wierutną ekonomiczną bzdurę, w którą każdemu zdroworozsądkowemu czytelnikowi gazet trudno byłoby uwierzyć. Oto Polska i inne kraje nowoprzyjęte do Unii musiałaby podnieść nie tylko najniższe wynagrodzenia, ale także wszystkie inne. Bankructwo wielu firm gwarantowane, spadek produkcji, utrata konkurencyjności, wzrost inflacji, wzrost bezrobocia i wiele innych katastrof zapewnione.
Po trzecie, usiłowano wmówić społeczeństwu, że posłowie do Parlamentu Europejskiego są nie tylko skrajnymi populistami, ale także durniami i to dużego kalibru. Radosne pomysły gospodarcze „Samoobrony” to nieomal niewinne żarty.
Po czwarte, usiłowano wmówić społeczeństwu, że Unia odchodzi od swoich podstawowych zasad krzewienia wolnego rynku i wspierania zdrowej konkurencji.
Zastanawiają mnie motywy dziennikarzy „Dziennika”. Czy mamy do czynienia z brakiem profesjonalizmu? Czy chodzi o rozgłos? Czy ktoś zorganizował w redakcji sabotaż albo może prowokację?