Blog Bohdana Wyżnikiewicza

Gospodarka widziana z dystansu

Archiwum: czerwiec 2007

2007-06-11 16:40

W gazecie stoi napisane

Do południa tematem dnia po długim weekendzie święta Bożego Ciała była informacja z czołówki „Dziennika”, podparta autorytetem The Wall Street Journal, że Parlament Europejski proponuje ustalenie minimalnego miesięcznego wynagrodzenia w krajach Unii na poziomie 600 euro, czyli 2300 złotych, a czas pracy ma być skrócony. Potem, w ciągu dnia okazało się, że wynikło jakieś nieporozumienie i jakoby sprawy nie ma.  

Sprawa jest i jest ona poważna.  

Po pierwsze, gazeta codzienna „Dziennik” okazała się pismem niepoważnym, które naraziło na szwank swoją reputację i reputację innych gazet. Nie wszyscy dowiedzieli się o nieporozumieniu, a wiele osób bezgranicznie wierzy słowu pisanemu. Ciekawe, kto teraz uwierzy w kolejne rewelacje „Dziennika”. 

Po drugie, wypuszczono wierutną ekonomiczną bzdurę, w którą każdemu zdroworozsądkowemu czytelnikowi gazet trudno byłoby uwierzyć. Oto Polska i inne kraje nowoprzyjęte do Unii musiałaby podnieść nie tylko najniższe wynagrodzenia, ale także wszystkie inne. Bankructwo wielu firm gwarantowane, spadek produkcji, utrata konkurencyjności, wzrost inflacji, wzrost bezrobocia i wiele innych katastrof zapewnione.  

Po trzecie, usiłowano wmówić społeczeństwu, że posłowie do Parlamentu Europejskiego są nie tylko skrajnymi populistami, ale także durniami i to dużego kalibru. Radosne pomysły gospodarcze „Samoobrony” to nieomal niewinne żarty.  

Po czwarte, usiłowano wmówić społeczeństwu, że Unia odchodzi od swoich podstawowych zasad krzewienia wolnego rynku i wspierania zdrowej konkurencji.  

Zastanawiają mnie motywy dziennikarzy „Dziennika”. Czy mamy do czynienia z brakiem profesjonalizmu? Czy chodzi o rozgłos? Czy ktoś zorganizował w redakcji sabotaż albo może prowokację?

 


2007-06-03 22:21

Optymizm inwestorów giełdowych

Światowe rynki giełdowe od dłuższego czasu mają się dobrze. Zapoczątkowany w latach 80. dynamiczny rozwój rynków kapitałowych nie tyle utrzymuje się, ale wręcz wzmacnia się. Zwiększa się kapitalizacja rynkowa giełd, a większość indeksów giełdowych osiąga kolejne rekordowe poziomy. Warto zastanowić się nad czynnikami prowadzącymi to tak dobrej sytuacji.Od kilku lat notujemy rekordowo wysoki wzrost gospodarki światowej. W większości krajów utrzymuje się dobra koniunktura makroekonomiczna, zwiększają się obroty handlu światowego, który jest ważnym czynnikiem przyspieszającym wzrost gospodarczy. Jak wiadomo, ma miejsce sprzężenie zwrotne między koniunkturą makroekonomiczną i sytuacją na rynkach giełdowych. Giełdowa hossa wspiera ożywienie gospodarcze i odwrotnie, dobra koniunktura wspiera hossę. Taka sytuacja jest warunkiem koniecznym optymizmu inwestorów.

W ostatnich dziesięcioleciach zauważalnie poprawiła się jakość polityki gospodarczej w krajach rozwiniętych. Efektem takiej poprawy są coraz dłuższe cykle koniunkturalne w USA i innych krajach. W ramach cyklu wydłuża się okres prosperity i skraca się czas trwania recesji.

Dynamicznie rozwijają się emerging markets i ich rynki kapitałowe. Inwestorzy instytucjonalni, rozmaite fundusze inwestycyjne zgłaszają popyt na papiery wartościowe, a podaży dostarczają firmy poszukujące taniego kapitału na rozwój. Imponujące zyski inwestorów giełdowych są zaraźliwym przykładem dla nowych graczy wchodzących na rynek.

Nie widać końca dobrej koniunktury, za to praktycznie cały czas daje się słyszeć głosy sceptyków ostrzegających przed pęknięciem spekulacyjnej bańki giełdowej. Kiedyś dobra koniunktura skończy się, co jest nieuchronne jednak nie przypuszczam, by nastąpiło to w najbliższej przyszłości i aby koniec hossy był znaczącą katastrofą. Załamanie giełd sprzed roku było krótkookresowe i po dwóch trzech miesiącach sytuacja wróciła do normy, czyli do dalszego wzrostu rynków. Coraz częściej w gospodarce globalnej obserwuje się sytuacje i procesy, które ani nie mają precedensów ani nie zostały jeszcze opisane w teorii.

Optymizm inwestorów giełdowych jest uzasadniony, jednak powinna mieć miejsce odrobina sceptycyzmu i ostrożności.